Tak, coś ze mną było nie tak. Lubiłem dziewczęta. Lubiłem wszystko, co było z nimi związane. Lubiłem ich… — Woody Allen
Tak, coś ze mną było nie tak. Lubiłem dziewczęta. Lubiłem wszystko, co było z nimi związane. Lubiłem ich towarzystwo, lubiłem ich śmiech, podobała mi się ich budowa anatomiczna i chciałem być z nimi w Stork Club, a nie na zajęciach praktyczno-technicznych z miejscowymi męskimi troglodytami, gdzie robiliśmy koślawy wieszak na krawaty.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
„On zawsze flirtuje z dziewczętami” – powiedziała mojej matce jedna z bezpłodnych bab. Tak, lubiłem dziewczęta. Co mam lubić, tabliczkę mnożenia? Powinienem lubić otępiającą duszę gadkę o pierwszym Święcie Dziękczynienia? Powinienem lubić uderzanie o siebie gąbkami i wytrzepywanie z nich kredowego pyłu? Przywilej, o który rywalizowały niektóre bardziej ociężałe dzieciaki. Nie, ja lubiłem dziewczęta. Od przedszkola nie byłem zainteresowany „chodzi lisek koło drogi” ani zabawą w „gorące krzesła”. Ja chciałem wsiąść do metra z Barbarą Westlake, pojechać na Manhattan, zabrać ją do mojego penthouse’u przy Piątej, pić z nią wytrawne martini (cokolwiek znaczyło „wytrawne”), wyjść na taras i całować ją przy księżycu.
Nigdy nie kupiłem całej tej religii. Uważałem, że to wszystko jest jednym wielkim szwindlem. Nigdy nie wierzyłem, że Bóg istnieje; nie sądziłem, że gdyby istniał, to przypadkiem upodobałby sobie Żydów. Uwielbiałem wieprzowinę. Nienawidziłem bród. Hebrajski był na mój gust zbyt gardłowy. Poza tym był pisany wspak. Kto tego potrzebował?
Dlaczego miałbym pościć za swoje grzechy? Jakie one były? Pocałowanie Barbary Westlake, kiedy powinienem był powiesić swój płaszcz? Wciśnięcie fałszywej pięciocentówki dziadkowi? Wyluzuj, Boże, są dużo gorsze rzeczy. Naziści pakują nas do pieców. Najpierw tym się zajmij.

