Cieszę się, że nigdy go nie uprałem. Pachnie jak śmierć, blondynka i zwycięstwo. Może to powinien być mój… — Warren Ellis
Cieszę się, że nigdy go nie uprałem. Pachnie jak śmierć, blondynka i zwycięstwo. Może to powinien być mój prezydencki uniform? Czy prezydenci w ogóle mają uniformy? Chyba nie. Ale jak już będę prezydentem, będę mógł robić co zechcę! Na przykład przepiszę ten cały Akt Rejestracji superbohaterów. I tak jest niepotrzebny. „Jesteś samozwańczym superbohaterem, chłopcze?” „Jasne, kurwa, sir. Regularnie biegam na patrole w gaciach na wierzchu i walczę z przestępczością, bo nie rozumiem cholernych zasad, wedle których działa nasz świat.” „To dobrze. Dlatego teraz wyślę cię do obozu koncentracyjnego, gdzie zostaniesz poddany lobotomii, sterylizacji, łamaniu kości i pasteryzacji. Tak rozkazuje prezydent Goblin.” To ostatnie brzmiało bardziej jak Dr. Doom. Ale wciąż oddaje sens idei. Notatka do siebie: Częściej dyktować po nagu, pomysły zdają się płynąć o wiele swobodniej.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
A już się bałem, że do końca życia będę celował ludziom w głowę i trafiał w dupę.
Strażnik: A co jeżeli pojawi się tu Green Goblin?
Songbird: Jeżeli będzie jechał na różowym słoniu, przepuść go. W innym wypadku postrzel go w nogi i kopnij kilka razy.
telepatka: Czemu nie mogę wejść do twojego umysłu?
Bullseye: Nie wiem. Może to dlatego, że mam mózg pełen nanobotów. A może dlatego, że ja jestem Bullseye, a ty jesteś tylko ruchomym celem.

