Nie chcę, żebyś się zabiła. Chcę, żebyś była tu, ze mną, i nic innego mi nie trzeba! Ogromne szare oczy… — Stanisław Lem
Nie chcę, żebyś się zabiła. Chcę, żebyś była tu, ze mną, i nic innego mi nie trzeba!
Ogromne szare oczy pochłaniały mnie.
- Jak ty kłamiesz… - powiedziała całkiem cicho.
Puściłem ją i wstałem z klęczek. Usiadła na podłodze.
- Powiedz, co mam zrobić, żebyś uwierzyła, że mówię to, co myślę? Że to jest prawda. Ze innej nie ma.
- Nie możesz mówić prawdy. Nie jestem Harey.
- A kim jesteś?
Milczała długą chwilę. Kilka razy podbródek zadrgał jej, aż opuszczając głowę wyszeptała:
- Harey… ale… ale wiem, że to nieprawda. To nie mnie… kochałeś tam, dawniej…
- Tak - powiedziałem. - Tego, co było, nie ma. To umarło. Ale ciebie, tutaj, kocham. Rozumiesz?
Potrząsnęła głową.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Wyruszamy w kosmos, przygotowani na wszystko, to znaczy, na samotność, na walkę, męczeństwo i śmierć. Ze skromności nie wypowiadamy tego głośno, ale myślimy sobie czasem, że jesteśmy wspaniali. Tymczasem, tymczasem to nie wszystko, a nasza gotowość okazuje się pozą. Wcale nie chcemy zdobywać kosmosu, chcemy tylko rozszerzyć Ziemię do jego granic. Jedne planety mają być pustynne jak Sahara, inne lodowate jak biegun albo tropikalne jak dżungla brazylijska. Jesteśmy humanitarni i szlachetni, nie chcemy podbijać innych ras, chcemy tylko przekazać im nasze wartości i w zamian przejąć ich dziedzictwo. Mamy się za rycerzy świętego Kontaktu. To drugi fałsz. Nie szukamy nikogo oprócz ludzi. Nie potrzeba nam innych światów. Potrzeba nam luster. Nie wiemy, co począć z innymi światami. Wystarczy ten jeden, a już się nim dławimy.
Usiadłem na łóżku. Dotknęła mojej ręki. Chwyciłem ją, niewidzialną, i trzymałem bez ruchu, aż siłę tego uścisku rozluźnił sen.
Unikałem wzroku Harey, ale spojrzenia nasze zeszły się nagle. Chciałem podejść do niej, objąć ją, pogładzić po włosach, ale nie mogłem. Nie mogłem.

