– Stara Helen od miesięcy o was mówi – zaczął. – Sympatyczni młodzi Wheelerowie z Revolutionary Road… — Richard Yates
– Stara Helen od miesięcy o was mówi – zaczął. – Sympatyczni młodzi Wheelerowie z Revolutionary Road, sympatyczni młodzi rewolucjoniści z Wheeler Road – tyle do mnie dotarło, przez połowę czasu nie miałem pojęcia, o czym ona gada. Po części oczywiście dlatego, że nie słuchałem. Wiecie jaka ona jest? Gada i gada, i nigdy nic konkretnego nie mówi. Więc po chwili człowiek się wyłącza. Nie, tym razem muszę jej to przyznać: nie tak to sobie wyobrażałem. Tu jest miło. Nie używam słowa „miło” w takim znaczeniu, w jakim używa go ona, nie musicie się przejmować. Podoba mi się tutaj, wygląda jak miejsce, w którym mieszkają ludzie.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Musimy ustalić, kto tu rządzi i trzymać się tego. Jeśli mają rządzić dzieci, to naturalnie musimy postąpić tak, jak ich zdaniem będzie najlepiej, co oznacza, że zostaniemy tutaj, aż zgnijemy.(...) Z drugiej strony jeśli my mamy rządzić... a uważam, że powinniśmy, zgodzisz się chyba? Choćby dlatego, że jesteśmy o jakieś ćwierć wieku starsi od nich? A to oznacza wyjazd. W drugiej kolejności oznacza także, że należy dołożyć wszelkich starań, by im to ułatwić.
Schodząc chwiejnie po drewnianych schodach, gwałtownie miażdżąc obcasami żwir na podjeździe, czuł, jak wszystkie siły przewidywalności, prawdopodobieństwa i zwyczajności krępują go niczym sznury. Nic się nie wydarzy, niech ją diabli wezmą. Dlaczego April nie jest w swoim domu? Dlaczego nie może wyjechać do Europy, zniknąć, umrzeć? Do diabła z ta bolesną, bezsensowną, dziecinną, niedopieczoną iluzją, że się w niej „zakochał”. Do diabła z samą „miłością” i z każdą fałszywą, pożerającą czas, niewydarzoną emocją na świecie.
Mijając okryte cieniem lustro na podeście, z dumą stwierdziła, że jej odbicie, w każdym razie widziane przelotnie kącikiem oka, wciąż przedstawia ruchliwą, gibką dziewczynę w doskonale urządzonym domu; pośpiesznie zrzucając żakiet i spódnicę w wyłożonej puszystym dywanem sypialni, poczuła się niemal jak w domu ojca, gdy pośpiesznie przebierała się na popołudniowe tańce. Krew w żyłach dudniła, nagląc do ustalenia ostatnich detali (Które perfumy? Och szybko – które?), i mało brakowało, a podbiegłaby do balustrady, by zawołać: „Poczekaj! Już idę! Zaraz będę na dole!”.

