Wiesio chyżym krokiem przebiegał ulice oraz nadbrzeżne ścieżki i z reguły dopadał spragnioną samotności… — Monika Szwaja

Wiesio chyżym krokiem przebiegał ulice oraz nadbrzeżne ścieżki i z reguły dopadał spragnioną samotności uciekinierkę. Bywał przy tym tak autentycznie uradowany, witał ją z taką radością i serdecznością, że Mirka nie miała siły gniewać się na niego. Starała się tylko nie pozwalać mu na spektakularne ataki czułości braterskiej. Nie chciała, żeby widzieli to szkolni koledzy, którzy i tak nazbyt często pytali ją, dlaczego starzy Wiesiołkowie nie oddali jeszcze downa do jakiegoś domu dla niepełnosprytnych.

Czasami Miranda miała wrażenie, że tylko Wiesio kocha ją naprawdę. Kiedy myślała o nim i jego przyszłości, serce jej się ściskało i postanawiała sobie, że gdyby zabrakło rodziców, to ona się bratem zajmie.

Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0