Pani Lilianna obejrzała ją fachowym okiem. – Koczek. Na koczku toczek. Spod koczka loczek. Mała woalka. Albo… — Monika Szwaja

Pani Lilianna obejrzała ją fachowym okiem.

– Koczek. Na koczku toczek. Spod koczka loczek. Mała woalka. Albo nie. To do pani nie pasuje. To panią Agnieszkę bym tak widziała. Oczywiście bez loczka. Panią inaczej. Trochę podepnę, ale niech włosy opadają swobodnie. I na tym kapelutek w stylu lat dwudziestych. Z woalką.

– Ja myślałam, żeby całkiem skromnie…

– To będzie skromnie. – Artystka machnęła ręką. – Jakby pani chciała, to ja bym umiała nieskromnie… wyglądałaby pani jak królowa! Kiedy jeszcze teatr był prawdziwym teatrem i były pieniądze na scenografię, i na kostiumy, i na wielkie obsady… kiedy się grywało Szekspira i Wyspiańskiego, ohoho, umiałyśmy zrobić królową z najbrzydszej aktorki! A pani jest ładna i ma warunki; może by pani jednak zmieniła zdanie? Fajnie byłoby znowu pokombinować. Ślub to czasem jedyna okazja, żeby być królową.

– Królową matką od razu – mruknęła Michalina. – Nie, pani Lilu, bardzo dziękuję, ale ja jednak nie mam warunków. Umysłowych. Potykałabym się o berło i przez roztargnienie

zjadłabym jabłko…

– No to jeszcze korona by została – próbowała pertraktować mama B., jednak bez większej nadziei.

Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0