Myślę, że skończyć jako eksponat w Mutter Museum albo szkielet na zajęciach z medycyny to jak ofiarować… — Mary Roach
Myślę, że skończyć jako eksponat w Mutter Museum albo szkielet na zajęciach z medycyny to jak ofiarować pośmiertny datek na ławkę w parku: miła rzecz, mały dotyk nieśmiertelności.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Śmierć sprawia, że stajemy się bezsilnie grzeczni
I oto jej serce. Nigdy nie widziałam bijącego serca. Nie miałam pojęcia, że jest aż tak ruchliwe. Kiedy kładziesz dłoń na swoim sercu, wyobrażasz sobie coś delikatnie pulsującego, ale generalnie nieruszającego się z miejsca, jak kursor na ekranie komputera wybijający coś w rodzaju alfabetu Morse'a. Ta rzecz tutaj po prostu dziczeje. Przypomina część miksera, jakąś nieznaną formę życia, która właśnie wygrała samochód w Idź na całość. Wyobrażam sobie, że ludzie, którzy przez wieki szukali kwatery ducha ożywiającego ludzkie ciało, mogli z prostej przyczyny nabrać przekonania, że mieszka on właśnie tu. To najbardziej ożywiony organ naszego ciała.
Brytyjscy badacze wiedzą to, co wie każdy rzeźnik: jeśli chcesz, aby ludzie przestali interesować się martwymi ciałami, potnij je na kawałki. Cała zdechła krowa może być przykrym widokiem, ale mostek to już kolacja. Ludzka noga nie ma twarzy, oczu czy rąk, które kiedyś kołysały dziecko czy głaskały policzki ukochanej osoby. Trudniej przychodzi połączyć ją z żywą osobą, od której pochodzi. Anonimowość części ciała ułatwia konieczną w pracy ze zwłokami konstatację: to nie jest człowiek. To zwykła tkanka. Nie ma uczuć i nikt nie obdarza jej uczuciami. W tej sytuacji robienie z tym rzeczy, które dla czującej istoty byłyby torturą, wydaje się bardziej w porządku.

