Mario Vargas Llosa
Cytaty
Afryka – ten kontynent straszny, a zarazem przepiękny, kontynent niewyobrażalnych cierpień – była zarazem ziemią wolności, gdzie istoty ludzkie mogły być maltretowane w wyjątkowo okrutny sposób, a jednocześnie zachowywały swobodę manifestowania swych namiętności, fantazji, pragnień, instynktów i marzeń, bez wędzideł i przesądów, które hamowały rozkosz w Wielkiej Brytanii.
W dziedzinie formalnej nic nie jest bez znaczenia i właśnie drobiazgi, zebrane razem, przesądzają o doskonałości bądź ubóstwie efektu artystycznego.
Nie sądzę, aby ludzie, przychodząc na świat, mieli los zaprogramowany od poczęcia, na zasadzie przypadku albo według woli kapryśnego bóstwa rozdzielającego wśród nowych istot zdolności i niezdolności, chęci i niechęci.
Literatura jest efektem czystej obróbki, jednak wielka literatura potrafi to zatuszować, a podrzędna zdradza.
O ile kiepsko wyglądają w tym opisie nieszczęśni chłopi, zaprzątnięci ogłupiającymi zajęciami, które ich pozbawiają wrażliwości i wyobraźni i czynią postaciami nudnymi, płaskimi, konwencjonalnymi, to jeszcze gorzej prezentują się przedstawiciele władzy, gaduły celebrujące „zjazd rolny”, śmieszne kreatury pełne hipokryzji i nieszczerości – tak widocznych w pusto brzmiących, konwencjonalnych wypowiedziach.
W pewnym momencie, wobec spiętrzenia i spotęgowania epizodów absurdalnych, zaczynamy jednak zauważać, że w istocie pod całym uwikłaniem administracyjnym, które pozbawia bohatera wolności i stopniowo go niszczy, kryje się coś bardziej złowieszczego i nieludzkiego: wrogi system o cechach być może metafizycznych, który tłumi w obywatelu wolną wolę i zdolność reagowania, traktuje ludzi jak kukiełki w rękach lalkarza i nie toleruje sprzeciwu – porządek wszechpotężny, niewidzialny, zagnieżdżony w samym rdzeniu ludzkiej kondycji.
Historie s ą o p o w i a d a j ą c y m i je słowami.
Teraz owszem, możemy się pokusić o definicję naczyń połączonych. Chodzi tu o dwa (lub więcej) wydarzenia rozgrywające się w różnym czasie, w różnej przestrzeni albo na różnych poziomach realności, decyzją narratora połączone po to, aby owo sąsiedztwo czy bliskość wzajemnie je modyfikowały, dodając do każdego sens, atmosferę, symbolikę odmienną od tych, jakie miałyby te historie, gdyby je opowiedziano oddzielnie.
Przydzielanie etykietek to słabość, na którą nie ma rady.
Krytyka może być najcenniejszym przewodnikiem dla tego, kto zagłębia się w świat
Liczą się nie realne doświadczenia, lecz sposób, w jaki pamięć przechowuje je i odtwarza podczas zachodzącego w niej procesu selekcji i odzyskiwania motywów z przeszłości.
Technika naczyń połączonych, kojarząca w jedność narracyjną odrębne czasy i kultury, powołuje do życia nową rzeczywistość, jakościowo różną od zwykłego amalgamatu tych dwóch, które się na nią złożyły


