Mario Vargas Llosa
Cytaty
Jego życie było jedną wielką sprzecznością, serią okrutnych pomyłek i splotów okoliczności, w których prawdę o jego intencjach i postępkach zaćmiewał, wypaczał, przekłamywał przypadek lub jego własna głupota.
Nigdy nie zależało mu na pieniądzach, lecz czyż nie zakrawało na kpinę, że po tylu latach ciężkiej pracy był teraz biedny jak mysz kościelna?
Był jedną z owych istot z mitów i legend, które dzięki nieulękłemu sercu, pogardzie dla śmierci i ambicji zdawały się przełamywać granice ludzkich możliwości?
Często nadużywamy różnych słów. Zwłaszcza politycy, którzy stosują określenie „historyczny”, „historyczna” do byle głupstwa.
Niepraktyczny irlandzki duch, być może, lecz niepraktyczność tę rekompensowała bezmierna gotowość do podchwytywania najśmielszych marzeń o sprawiedliwości, równości i szczęściu. Nawet gdy klęska była nieunikniona.
Herbert Ward nigdy nie traktował zbyt poważnie stopniowego nawracania się Rogera na ideologię nacjonalistyczną. Pokpiwał z niego, w charakterystycznym dla siebie serdecznym stylu, ostrzegając go przed patriotycznym blichtrem – flagi, hymny, mundury – zawsze, prędzej czy później, jak mówił, powodującym cofnięcie się do prowincjonalizmu i zaściankowej umysłowości oraz wypaczenie wartości uniwersalnych.
Choćby człowiek był nie wiadomo jak przezorny i planował swe czyny z największą przenikliwością, życie, bardziej złożone niż wszelkie kalkulacje, rozsadzało schematy i zastępowało je sytuacjami niepewnymi, pełnymi sprzeczności. Czyż nie był żywym przykładem owego zjawiska?
Plagą, która zdematerializowała ogromną część mieszkańców Środkowego i Górnego Konga, były zachłanność, okrucieństwo, rabunek kauczuku, nieludzki system, nieubłagany wyzysk Afrykanów przez europejskich kolonistów.
Nie ma gorszej i bardziej krwiożerczej bestii niż istota ludzka.
Otrzymujemy rozkazy i dbamy o ich wykonanie, to wszystko. Force Publique nie ustala wysokości kontyngentu, panie Casement. Ustalają ją władze polityczne oraz dyrektorzy koncesjonowanych firm. My jesteśmy wykonawcami polityki, w której nie mamy żadnego udziału. Nikt nigdy nie pytał nas o zdanie. Gdyby tak było, sprawy być może wyglądałyby lepiej.
Przy pomocy ojca Hutota, mówiącego biegle lokalnym językiem, Roger wykonał swoją pracę. Przesłuchał każdego mężczyznę i każdą kobietę z wioski, powtarzali to, co słyszał już i co miał jeszcze usłyszeć wiele razy. Także i tu, w Walli, zdziwiło go to, że nikt z owych nieszczęśników nie skarży się na istotę problemu: jakim prawem ci obcy najechali na nich, eksploatowali ich i maltretowali? Chodziło im tylko o najbardziej namacalną rzeczywistość: o kontyngent. Był za duży, nie było ludzkiej siły, która mogłaby zgromadzić tyle kauczuku, tyle żywności i tyle rąk do pracy. Nie skarżyli się nawet na chłostę ani na branie zakładników. Prosili tylko, by obniżyć im nieco kontyngent, by mogli się zeń wywiązać, żeby władze były zadowolone z ludzi z Walli.
Niczego nie można wykluczyć w świecie polityki (…) To nie jest najczystsza sfera działalności ludzkiej.

