Przy pomocy ojca Hutota, mówiącego biegle lokalnym językiem, Roger wykonał swoją pracę. Przesłuchał każdego… — Mario Vargas Llosa
Przy pomocy ojca Hutota, mówiącego biegle lokalnym językiem, Roger wykonał swoją pracę. Przesłuchał każdego mężczyznę i każdą kobietę z wioski, powtarzali to, co słyszał już i co miał jeszcze usłyszeć wiele razy. Także i tu, w Walli, zdziwiło go to, że nikt z owych nieszczęśników nie skarży się na istotę problemu: jakim prawem ci obcy najechali na nich, eksploatowali ich i maltretowali? Chodziło im tylko o najbardziej namacalną rzeczywistość: o kontyngent. Był za duży, nie było ludzkiej siły, która mogłaby zgromadzić tyle kauczuku, tyle żywności i tyle rąk do pracy. Nie skarżyli się nawet na chłostę ani na branie zakładników. Prosili tylko, by obniżyć im nieco kontyngent, by mogli się zeń wywiązać, żeby władze były zadowolone z ludzi z Walli.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
To właśnie jest historia, gałąź fikcji podająca się za wiedzę.
Przez wiele lat religia była mi obojętna…(…)…ale nigdy nie przestałem wierzyć w Boga. Uważałem go za pierwszą zasadę życia. I wiele razy (…) zapytywałem się z przerażeniem: Jak może Bóg pozwalać na coś takiego? Co to za Bóg, który toleruje, by tyle tysięcy mężczyzn, kobiet, dzieci cierpiało podobne katusze? Trudno to zrozumieć, prawda?
Roger czuł się jak kołysany do snu, krążył w kółko, dreptał w miejscu manipulowany przez niewidzialne, lecz potężne siły. Wszystkie zabiegi, obietnice, informacje, rozsypywały się, rozpływały w powietrzu, fakty nigdy nie pokrywały się ze słowami. To, co czyniono, i to, co mówiono, to były dwa odrębne światy. Słowa zaprzeczały czynom, czyny zadawały kłam słowom, a wszystko odbywało się na zasadzie powszechnego oszustwa, chronicznego rozdźwięku między mową a działaniem uprawianego przez wszystkich dokoła.

