Portret: Mario Vargas Llosa

Zdjęcie autora

Chat GPT based on Bernard Gotfryd, Public domain, via Wikimedia Commons

Domena publiczna (Biblioteka Kongresu USA)

Dzieło pochodzi z kolekcji w Bibliotece Kongresu USA. Zgodnie z informacją Biblioteki Kongresu, nie są znane żadne ograniczenia wynikające z praw autorskich dotyczące korzystania z tego utworu.

PortretOryginałPortret
Oryginał: Bernard Gotfryd, Public domain, via Wikimedia Commons

Mario Vargas Llosa

Cytaty

  1. Na złe czasy potrzebna dobra mina, Florita. Nie poszło ci najlepiej, ale również nie tak źle. Niełatwe to zajęcie oddać się w służbę ludzkości, Andaluzyjko.

  2. Sztuka musi przekraczać wąskie ramy i ciasne horyzonty, w jakich zamknęli ją artyści i krytycy, akademicy i kolekcjonerzy w Paryżu, musi otworzyć się na świat, zetknąć z innymi kulturami, dać się przewietrzyć innym wiatrom, wchłonąć inne krajobrazy, inne wartości, inne rasy, inne wierzenia, inne formy życia i moralności. Jedynie w ten sposób odzyska siłę, którą jej odebrała miękka, łatwa, pusta i skomercjalizowana egzystencja.

  3. – Bo ja jestem jak taki zwierzak, co wobec niebezpieczeństwa kurczy się i nieruchomieje czekając, aż go zdepczą albo mu utną głowę: mówi Santiago – Nie mam wiary ani odwagi, to tak jak być syfilitykiem i trędowatym naraz.

  4. Wszyscy kapłani – żydowscy, protestanccy i mahometańscy, ale przede wszystkim katoliccy – są sprzymierzeńcami bogatych i wyzyskiwaczy, ponieważ za pomocą głoszonych z ambony kazań utrzymują ludzi wyzyskiwanych w nastroju rezygnacji i obiecują im raj, a najważniejszą sprawą nie jest wcale ta nieprawdopodobna nagroda w niebie post mortem, bo przecież chodzi o wolne i sprawiedliwe społeczeństwo, które należy zbudować tu i teraz.

  5. – Całe życie robię różne rzeczy bez przekonania, całe życie udaję (…) – Przez całe życie chciałem w coś wierzyć – mówi Santiago – I przez całe życie: kłamstwo, nie wierzę.

  6. Polityka jest dla nierobów, nie dla ludzi pracy

  7. – Nie zawsze można być doskonale logicznym i etycznym w życiu, chyba że ma się powołanie męczennika. – Ja chyba je mam – stwierdziła Madame de-la-Colere. – Bo zawsze staram się postępować prostolinijnie, w zgodzie z własnymi przekonaniami. Język odmówiłby mi posłuszeństwa, gdybym miała uczyć rzeczy, w które nie wierzę, tylko po to, żeby pobierać wynagrodzenie.

  8. Mamy po trzydzieści osiem, czterdzieści lat, mężczyźni i kobiety, a jesteśmy uważani za niezdatnych do pracy i zwalniani z fabryki, Za co będziemy jeść, milady? Żywność i używana odzież jaką otrzymujemy w darze od parafii, nie wystarcza nawet dla dzieci.”. W wielkiej gazowni w Horsferry Road Westminster mało się nie udusiłaś, bo uparłaś się, że chcesz zobaczyć z bliska, jak ci robotnicy, ubrani tylko w same opaski na biodrach, wyciągają koks z pieców, które przywodziły ci na myśl kuźnie boga ojca – Wulkana. Wystarczyło pobyć tam pięć minut, aby oblać się potem i czuć, że się umiera z gorąca. A oni, pocąc się okropnie, pracowali w tych warunkach przez wiele godzin, no i później, kiedy wylewali już wodę na opróżnione przez siebie piece, wdychali gęsty dym, który wyniszczał zarówno ich wnętrzności, jak i skórę. Po skończeniu tej męki padali po dwóch na materac, żeby przez kilka godzin odpocząć. Szef zakładu powiedział ci, że żaden nie wytrzymuje takiej pracy dłużej niż siedem lat i potem dostaje gruźlicy. Taka była cena oświetlonych gazowymi latarniami chodników przy Oxford Street, w sercu West Endu, najelegantszej ulicy na świecie!

  9. – Bardzo mi przykro, ale nie mogłem ci pomóc. W polityce trzeba czasem zapomnieć o przyjaźni. (…) – Za błędy w polityce drogo się płaci – powiedział major Parades – To tak, jak na wojnie, Cayo.

  10. Atakuję, kiedy i mnie atakują

  11. Żołnierze liniowi są urodzonymi głupcami, a oficerowie artylerii, chociaż osiągają poziom normalnego człowieka, odznaczają się arogancją i obrzydliwym snobizmem

  12. Przyjaciele rodziny i ciekawscy ze społeczności Arequipy, którzy od razu w pierwszych tygodniach przyszli wyrazić ci swoje uszanowanie, przynosili prezenciki i pragnęli zaspokoić nieposkromioną, plotkarską, chorobliwą ciekawość, nieodrodną cechę „dobrego towarzystwa” w Arequipie (tak sami o tym mówili). Z jakim dystansem i pogardą wspominałaś teraz tych wszystkich ludzi, urodzonych i żyjących w Peru, ale marzących tylko o Francji i Paryżu, o tych świeżo upieczonych republikanach, którzy udawali, że są arystokratami, o tych wszystkich z pozoru uczciwych damach i kawalerach, których życie było kompletnie puste, pasożytnicze, egoistyczne i tylko pełne uciech.