Mario Vargas Llosa
Cytaty
Na złe czasy potrzebna dobra mina, Florita. Nie poszło ci najlepiej, ale również nie tak źle. Niełatwe to zajęcie oddać się w służbę ludzkości, Andaluzyjko.
Sztuka musi przekraczać wąskie ramy i ciasne horyzonty, w jakich zamknęli ją artyści i krytycy, akademicy i kolekcjonerzy w Paryżu, musi otworzyć się na świat, zetknąć z innymi kulturami, dać się przewietrzyć innym wiatrom, wchłonąć inne krajobrazy, inne wartości, inne rasy, inne wierzenia, inne formy życia i moralności. Jedynie w ten sposób odzyska siłę, którą jej odebrała miękka, łatwa, pusta i skomercjalizowana egzystencja.
– Bo ja jestem jak taki zwierzak, co wobec niebezpieczeństwa kurczy się i nieruchomieje czekając, aż go zdepczą albo mu utną głowę: mówi Santiago – Nie mam wiary ani odwagi, to tak jak być syfilitykiem i trędowatym naraz.
Wszyscy kapłani – żydowscy, protestanccy i mahometańscy, ale przede wszystkim katoliccy – są sprzymierzeńcami bogatych i wyzyskiwaczy, ponieważ za pomocą głoszonych z ambony kazań utrzymują ludzi wyzyskiwanych w nastroju rezygnacji i obiecują im raj, a najważniejszą sprawą nie jest wcale ta nieprawdopodobna nagroda w niebie post mortem, bo przecież chodzi o wolne i sprawiedliwe społeczeństwo, które należy zbudować tu i teraz.
– Całe życie robię różne rzeczy bez przekonania, całe życie udaję (…) – Przez całe życie chciałem w coś wierzyć – mówi Santiago – I przez całe życie: kłamstwo, nie wierzę.
Polityka jest dla nierobów, nie dla ludzi pracy
– Nie zawsze można być doskonale logicznym i etycznym w życiu, chyba że ma się powołanie męczennika. – Ja chyba je mam – stwierdziła Madame de-la-Colere. – Bo zawsze staram się postępować prostolinijnie, w zgodzie z własnymi przekonaniami. Język odmówiłby mi posłuszeństwa, gdybym miała uczyć rzeczy, w które nie wierzę, tylko po to, żeby pobierać wynagrodzenie.
Mamy po trzydzieści osiem, czterdzieści lat, mężczyźni i kobiety, a jesteśmy uważani za niezdatnych do pracy i zwalniani z fabryki, Za co będziemy jeść, milady? Żywność i używana odzież jaką otrzymujemy w darze od parafii, nie wystarcza nawet dla dzieci.”. W wielkiej gazowni w Horsferry Road Westminster mało się nie udusiłaś, bo uparłaś się, że chcesz zobaczyć z bliska, jak ci robotnicy, ubrani tylko w same opaski na biodrach, wyciągają koks z pieców, które przywodziły ci na myśl kuźnie boga ojca – Wulkana. Wystarczyło pobyć tam pięć minut, aby oblać się potem i czuć, że się umiera z gorąca. A oni, pocąc się okropnie, pracowali w tych warunkach przez wiele godzin, no i później, kiedy wylewali już wodę na opróżnione przez siebie piece, wdychali gęsty dym, który wyniszczał zarówno ich wnętrzności, jak i skórę. Po skończeniu tej męki padali po dwóch na materac, żeby przez kilka godzin odpocząć. Szef zakładu powiedział ci, że żaden nie wytrzymuje takiej pracy dłużej niż siedem lat i potem dostaje gruźlicy. Taka była cena oświetlonych gazowymi latarniami chodników przy Oxford Street, w sercu West Endu, najelegantszej ulicy na świecie!
– Bardzo mi przykro, ale nie mogłem ci pomóc. W polityce trzeba czasem zapomnieć o przyjaźni. (…) – Za błędy w polityce drogo się płaci – powiedział major Parades – To tak, jak na wojnie, Cayo.
Atakuję, kiedy i mnie atakują
Żołnierze liniowi są urodzonymi głupcami, a oficerowie artylerii, chociaż osiągają poziom normalnego człowieka, odznaczają się arogancją i obrzydliwym snobizmem
Przyjaciele rodziny i ciekawscy ze społeczności Arequipy, którzy od razu w pierwszych tygodniach przyszli wyrazić ci swoje uszanowanie, przynosili prezenciki i pragnęli zaspokoić nieposkromioną, plotkarską, chorobliwą ciekawość, nieodrodną cechę „dobrego towarzystwa” w Arequipie (tak sami o tym mówili). Z jakim dystansem i pogardą wspominałaś teraz tych wszystkich ludzi, urodzonych i żyjących w Peru, ale marzących tylko o Francji i Paryżu, o tych świeżo upieczonych republikanach, którzy udawali, że są arystokratami, o tych wszystkich z pozoru uczciwych damach i kawalerach, których życie było kompletnie puste, pasożytnicze, egoistyczne i tylko pełne uciech.



