– Nie bardzo mnie obchodzi świat i jego diabelskie sztuczki, ale czasami mnie irytuje – przyznała [panna… — Lucy Maud Montgomery

– Nie bardzo mnie obchodzi świat i jego diabelskie sztuczki, ale czasami mnie irytuje – przyznała [panna Kornelia]. – (...) Czy to tylko zdaje mi się, że tu pachną ciastka z czereśniami? Moje czereśnie przepadły przez tych łobuzów, synów Gilmana z Glen.

– No, no, Kornelio – zaprotestował kapitan, który w kącie pokoju czytał książkę – nie powinna pani tak się wyrażać o tych dwóch biednych, osieroconych przez matkę chłopcach, chyba że pani ma poważne dowody. Nie należy ich zaraz uważać za złodziejów jedynie dlatego, że ich ojciec nie uchodzi za zbyt uczciwego człowieka. Jest o wiele prawdopodobniejsze, że drozdy zjadły panine czereśnie. Ogromnie ich dużo tego lata.

– Drozdy! – lekceważąco wykrzyknęła panna Kornelia. – Tak, tak, dwunożne drozdy, wierz pan mnie!

– Tak, tak, w Czterech Wiatrach już tak się dzieje z drozdami, że jak chodzą, to na dwóch nogach – z powagą zauważył kapitan.

Panna Kornelia na moment wlepiła weń wzrok, potem zaś oparłszy się o krzesło, wybuchnęła długim, serdecznym śmiechem.

– Nareszcie mnie pan dostał, Jakubie Boyd – zawołała – i przyznaję się do tego! Aniu droga, niech pani patrzy, jaki on zadowolony, jak się błogo uśmiecha. A co się tyczy nóg, to jeżeli drozdy mają wielkie, długie, bose nogi i chodzą w poszarpanych spodniach, jak to miałam sposobność zaobserwować pewnego dnia w zeszłym tygodniu, o wschodzie słońca, na jednym drzewie czereśniowym, to poproszę Gilmanowych chłopaków o przebaczenie. Tymczasem, nim zdołałam dojść do drzewa, już ich nie było, nie mogłam zrozumieć, jak to się stało, ale teraz kapitan sprawę wyjaśnił – po prostu odleciały.

s. 176Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0