Muszę ponownie stwierdzić, że najbardziej lubię kontakt z tobą za pośrednictwem naszych listów. W czasie… — Jonathan Carroll
Muszę ponownie stwierdzić, że najbardziej lubię kontakt z tobą za pośrednictwem naszych listów. W czasie rozmowy telefonicznej czuję się przymuszona do mówienia wszystkiego bardzo szybko, dokładnie, w pełni precyzyjnie... i nienaturalnie. To odpowiednie słowo. Przez telefon wszystko wydaje się sztuczne – nieważne jak bliska przyjaźń łączy rozmówców, ani jak długo rozmawiają. Czy zgadzasz się z tym? Słyszysz cudownie wierny głos, w którym pobrzmiewa frustracja, ponieważ twojej przyjaciółce wydaje się, że jesteś tuż za ścianą. Chciałaby sięgnąć za pośrednictwem tej durnej maszynki poprzez ocean i ściągnąć cię natychmiast do siebie. Nie ma znaczenia, jak długo trwa rozmowa; jeżeli pojawiają się w niej jakieś wahania czy przerwy, mój umysł pracuje ze zdwojoną szybkością, by wypełnić czymś tę śmiertelna ciszę – zachowuję się niczym radiowy disc jockey. Nawet z kimś takim jak ty, drugą połówką mej duszy, czuję potrzebę bawienia cię lub bycia interesującą na tyle, by było to warte kosztów transatlantyckiego połączenia. Wiem, że uważasz to za głupotę – objaw narastającej we mnie aktorskiej paranoi – ponieważ spośród wszystkich ludzi właśnie wobec ciebie nie powinnam odczuwać niczego podobnego. Jednak tak jest – w związku z tym ponad składanie „telefonicznych wizyt” przedkładam jednak pisanie naszych długich listów. Jak obszerny był ostatni, który do ciebie wysłałam? Miał chyba ze dwadzieścia stron. Taaak... uwielbiam to. Nad kartką papieru mogę się nie śpieszyć i bez przykrego wrażenia ponaglania z twojej strony, paląc jednocześnie papierosy, których tak nie znosisz, zastanawiać się godzinami lub dniami, co chcę ci powiedzieć; jeśli nie mam pod ręką zapałek, mogę wstać i poszukać ich bez obawy, że zirytujesz się, iż – via telefon – pozostawiłam, cię zbyt długo samą.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Wspomnienia to miła rzecz. Czasem potrafią niemal zasypać przepaście.
Życie musi mieć własną geografię. Barwy, góry, różnorodność... Jeżeli nie ma tego, to znaczy, że mieszkasz na księżycu lub pośrodku pustyni; i kiedy przyjrzysz się temu miejscu, przekonasz się, iż tylko najbardziej niesamowite, najbardziej zawzięte jaszczurki oraz owady mogą przetrwać tam, gdzie poza chłodem lub gorącem nie ma nic więcej.
„Prezent” Lelanda stanowił drogę do piekła, jednak pamiętałam, że to był całkowicie i beznadziejnie mój wybór. Tortura nie polegała na wbijających się w ciało nożach ani na skwierczeniu w ogniu, lecz na zaniedbaniu i zlekceważeniu oraz niedocenieniu i niedostrzeżeniu mnóstwa rzeczy, które w porę zauważone, mogły stać się moimi i uczynić mnie szczęśliwą. Tak jednak nigdy się nie stało.

