– Pani tak… – Żadna pani, Małgosia jestem. – A ja Witek. Oficjalna forma znikła z horyzontu własnym rozpędem… — Joanna Chmielewska
– Pani tak…
– Żadna pani, Małgosia jestem. – A ja Witek.
Oficjalna forma znikła z horyzontu własnym rozpędem, pozostały Natalce tylko dwie sztuki, Ania i ja, inne pokolenie, zapewne postacie historyczne, ja też nie zwracałabym się do królowej Jadwigi per „Jadziu kochana”, nawet pomijając kanonizację, mogłam Natalkę zrozumieć.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Sprawa znana od wieków. Więcej prawdy usłyszy się od obcej baby w sklepie niż śledczy od uczciwego świadka w sądzie.
Bez przywitania, bez wersalskich formalności, rozpłomieniona, zaczęła już od progu, nie zdążywszy usiąść, nie zdążywszy nawet spojrzeć, do kogo się zwraca. Z marszu ruszyła tekst.
– Znalazłam tego prywatnego detektywa, a on ze mną nie chce rozmawiać! (…)
– Jerzy Terkot – dołożyła w rozpędzie Natalka. – Gówno mi z niego przyszło. Bardzo przepraszam, jestem Natalia Komarzewska…
– Wiemy – powiedziały trzy osoby razem.
– Nareszcie jest ktoś, kto się porządnie zainteresuje! Ja nie jestem ordynarna, dzień dobry, tylko mam w sobie tego tyle, że chyba pęknę. Mogę usiąść?
Dość oryginalny początek wizyty rokował wielkie nadzieje, które rychło zaczęły się spełniać.
Wbrew pozorom i wbrew ogólnej opinii ludźmi, którzy nie wykraczają poza granice prawa, tak znowu strasznie się nie interesujemy. Nie możemy znać całego społeczeństwa i do każdego nazwiska natychmiast dopasować twarz.

