Wszystkie moje matki. Jak goście na bajkowych chrzcinach, obsypały mnie swoimi darami, talentami. Teraz były… — Janet Fitch

Wszystkie moje matki. Jak goście na bajkowych chrzcinach, obsypały mnie swoimi darami, talentami. Teraz były moje. Hojność Olivii, jej znajomość mężczyzn. Czułość i wiara Claire. Gdyby nie Marvel, to czy kiedykolwiek zgłębiłabym tajemnice amerykańskiej rodziny? Gdyby nie Niki, to może wciąż byłabym u Reny, oklejając papierem w paski wózki inwalidzkie. A ty, Yvonne, mi hermosa, ty dałaś mi prawdziwą matkę, matkę z krwi, która nie była za kratkami, lecz gdzieś w środku. Rena skradła moją dumę, ale dała mi w zamian coś więcej, nauczyła mnie ratować, wyłuskiwać z gruzów to, co można naprawić i sprzedać od nowa.

Nosiłam je w sobie, wyrzeźbiona wszystkimi dłońmi, przez które przeszłam, niedbale lub z miłością, to nie miało znaczenia. Amelia Ramos, ta skunksica plamista, nauczyła mnie walczyć o siebie, tłuc w kraty, aż dostanę, czego chcę. Starr usiłowała mnie zabić, ale też kupiła mi pierwsze buty na wysokich obcasach, nakłoniła mnie do rozważenia możliwości istnienia Boga. Czy mogłam zrezygnować z którejkolwiek z nich?

s. 412Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0