Douglas Adams

Cytaty

  1. Błędem jest twierdzić, że każdy poważniejszy problem można rozwiązać za pomocą kartofli.

  2. Główny problem – raczej jeden z głównych, gdyż istnieje ich więcej – a więc jeden z głównych problemów przy rządzeniu ludźmi polega na trudności określenia, komu pozwolą sobą rządzić, czy, dokładniej mówiąc, kto jest w stanie tak nimi zamanipulować, by pozwolili mu sobą rządzić.

    Streszczając: Ogólnie wiadomo, że ci, którzy najbardziej chcieliby rządzić ludźmi, najmniej się do tego nadają.

    Streszczając streszczenie: Nikomu, kto może zostać prezydentem, nie powinno się pod żadnym pozorem pozwolić nim zostać.

    Streszczając streszczenie streszczenia: Ludzie to spory problem.

  3. – Rewelacja! – burknął Zaphod i wszedł do windy. – Co jeszcze umiesz poza gadaniem?

    – Jeżdżę do góry – odpowiedziała winda – albo w dół.

    – Świetnie – ucieszył się Zaphod. – Jedziemy do góry.

    – Albo na dół – przypomniała winda.

    – Świetnie, proszę do góry.

    Przez chwilę panowało milczenie.

    – Na dole jest bardzo ładnie – oznajmiła winda z nadzieją w głosie.

  4. Artur leżał, ciężko dysząc w wilgotnym powietrzu, i próbował pomacać się to tu, to tam, by ocenić, czy jest ranny. Bolało bez względu na to, gdzie dotykał. Po chwili zdał sobie sprawę, że boli go ręka.

  5. – Ford, ile jest kapsuł ratunkowych?

    – Ani jednej.

    – Dobrze policzyłeś?

    – Dwa razy.

  6. Wiele ludów wierzy, że wszechświat został stworzony przez coś na kształt Boga, Jatravartydzi z planety Viltwodl Sześć uważają jednak, że kosmos wykichała istota o imieniu Wielki Zielony Spazm Arkelów.

    Jatravartydzi, żyjący w ciągłym lęku przed momentem, który zwą „Przybycie Wielkiej Białej Chustki Do Nosa”, to małe niebieskie stworzonka o ponad pięćdziesięciu rączkach; ich niezwykłość polega na tym, że jako jedyny naród w historii wynaleźli dezodorant przed kołem.

  7. Fakty, które warto zapamiętać z historii Galaktyki, nr 1 (według Popularnej historii Galaktyki „Codziennego Kuriera Gwiezdnego”):

    Od początku istnienia Galaktyki swój wzrost i upadek przeżyły niezliczone kultury. Tak często następował wzrost i upadek, ruch w górę i w dół, że dość kusząca staje się myśl, iż życie w Galaktyce to:

    a) coś na kształt choroby morskiej – choroby przestrzeni, choroby czasu, choroby historii czy coś w tym stylu – oraz

    b) głupota.

  8. Restauracja na krańcu wszechświata

  9. Jednym z podstawowych problemów, występujących w trakcie podróży w czasie, nie jest możliwość zostania przypadkiem własnym ojcem lub matką. Być własnym ojcem lub matką nie jest problemem, z którym nie mogłaby sobie poradzić tolerancyjna i zgrana rodzina. Ryzyko zmiany historii też nie jest problemem – bieg historii jest niezmienny, wszystko musi w niej do siebie pasować i ma niezmienne miejsce jak w puzzlu. Każda istotna zmiana historii nastąpiła na długo przed wystąpieniem tego, co ma zmienić, w końcu więc wszystko samoskłada się do kupy.

    Prawdziwym problemem jest gramatyka.

  10. – Chciałbym wiedzieć, czyj to statek – mruknął Artur.

    – Mój. – Zaphod nie miał wątpliwości.

    – Nie, czyj jest naprawdę.

    – Naprawdę jest mój – upierał się Zaphod. – Zobacz: branie na własność to jak kradzież, nie? A więc kradzież to branie na własność. Ergo statek należy do mnie.

  11. Jest czymś niezwykłym i nikt dokładnie nie wie, jakie przypisywać temu znaczenie, że około 85% znanych światów w Galaktyce, zarówno prymitywnych, jak i wysoko rozwiniętych, wymyśliło koktajl o nazwie żinsto nikiem, albo dżii-N’Z-TO’N-ykem, albo dżyngs-to-nikiem, albo jakiś inny z ponad tysiąca wariantów tego samego fonetycznego tematu. Koktajle nie są takie same – sięgają od silvoviańskiego czinsto/mnikiem, czyli zwykłej wody podawanej w temperaturze wyższej o kilka stopni od pokojowej, aż po gagrakakańskiego szijn-stonik-M, zabijającego krowę z odległości stu metrów. Jedyne, co łączy wymienione koktajle, oczywiście poza brzmieniem nazwy, jest to, że wszystkie zostały odkryte i nazwane, zanim dany świat nawiązał kontakt z innymi światami.

  12. Mniejsza z tym, że jaskinia była zimna, że była wilgotna i smrodliwa, prawdziwy problem polegał na tym, że leżała w środku Islington, niedaleko centrum Londynu, a następny autobus odchodził za dwa miliony lat.