Dietrich von Hildebrand

Cytaty

  1. Święci umierają dla siebie samych, ale tylko w tym znaczeniu, że pochłania ich całkowicie miłość do Chrystusa, że się w Nim zatracają i dopiero przez to odnajdują w prawdzie swoje «ja» – takie, jakim je chciał mieć Bóg.

    s. 352

  2. Na poprawnie celebrowanych mszach świętych widzimy w wielu kościołach wiernych przyjmujących Komunię św. na stojąco. Dlaczego - pytamy się - zastąpiono klęczenie staniem? Czyż klęczenie nie jest klasycznym wyrazem modlenia się? Jest to nie tylko szlachetny wyraz proszenia, błagania, jest to także typowa forma pełnego czci oddania, podporządkowania, spojrzenia w górę, a przede wszystkim - wyraz modlenia się, pokornej konfrontacji z absolutnym Panem.

    s. 88

  3. Dziś tytuł Koń trojański w Mieście Boga nie odpowiada już sytuacji w Kościele świętym. Wrogowie ukryci w koniu trojańskim wyszli z niego, a działania niszczycielskie są w pełnym toku. Zaraza ma charakter postępujący: od prawie niezauważalnych błędów i zafałszowań ducha Chrystusa i Kościoła świętego aż po jaskrawe herezje i bluźnierstwa.

    s. 5

  4. Lekceważenie i konwencjonalność chrześcijaństwa (...) dziś przejawiają się przede wszystkim w niweczeniu powagi naszej sytuacji w obliczu Boga, wypieraniu wszelkiego lęku przed Nim oraz bojaźni i drżenia w obliczu Jego Sądu. (...) Ileż razy w Ewangelii Chrystus mówi o piekle, wąskiej bramie, o gościu, który nie miał świątecznych szat. Niewiele dziś słyszy się o tej powadze w kazaniach, listach pasterskich, a nawet w encyklikach.

    s. 259

  5. W Kościele istnieje piąta kolumna, której członkami są nawet hierarchowie, a wielu z tych, którzy do niej nie należą, bardziej boi się opinii publicznej niż Boga i dlatego zawsze płyną z prądem czasów lub brak im odwagi by podjąć walkę z dominującymi tendencjami. Naszą reakcją musi być czujność w wierze, miłości i nadziei. Czy spustoszenie winnicy nie jest wezwaniem do większej niż kiedykolwiek przedtem miłości Boga, Chrystusa i Jego Kościoła świętego? Czy zniechęcenie i odsunięcie się w cień nie jest zdradą Chrystusa? Czy naszym zadaniem nie jest właśnie dostrzeganie prawdziwego piękna winnicy Pana, które obiektywnie nadal istnieje, mimo spustoszeń? Naszą reakcją powinno więc być dążenie ze zdwojoną gorliwością do glorificatio Boga, praca nad naszym uświęceniem i przeciwdziałanie absolutyzacji doczesności poprzez bezwzględne naśladowanie Chrystusa.

    s. 281

  6. Winniśmy się żywić myślą wielkich teologów minionych czasów, dziełami św. Augustyna, św. Anzelma, św. Tomasza, św. Franciszka Salezego i kardynała Newmana. Uzbrójmy nasze dusze przed trucizną czytając anatemy Soboru Trydenckiego i I Soboru Watykańskiego. Czytajmy „Credo współczesnego chrześcijanina” naszego Ojca Świętego, Pawła VI. Wyostrzmy swoje wyczucie nadprzyrodzonego etosu przez lekturę żywotów świętych zachowajmy żywy kontakt ze świętymi, prosząc ich o wstawiennictwo. Ponadto musimy wszelkimi siłami walczyć z herezją, która dziś głosi się codziennie bez obawy przed potępieniem, anatemą i ekskomuniką. Nie dajmy się odwieść od świętej walki frazesom o jedności katolików.

    s. 284

  7. Nie ma nic bardziej błędnego od wyobrażenia, iż należy pozwolić się wyszumieć i cierpliwie odczekać, aż wszystko samo się uspokoi. Może to być słuszne w odniesieniu do dzieci w okresie dojrzewania. Ale gdy idzie o bonum commune [dobro wspólne], jest rzeczą całkiem fałszywą. A tym bardziej, gdy idzie o bonum commune Kościoła świętego - o potępienie herezji, które w przeciwnym razie zatrują niezliczone dusze, o bluźnierstwa w kulcie. Tutaj przypowieść o zbożu i plewach nie ma zastosowania.

    s. 17

  8. Nowej liturgii nie ułożyli święci, homines religiosi i ludzie o zmyśle artystycznym, lecz tak zwani eksperci, którzy nie uświadamiają sobie własnego braku uzdolnień do tych rzeczy. Dzisiejsze czasy wyrażają się w niesłychanych zdolnościach w zakresie techniki, badań medycznych - nie umieją zaś organicznie kształtować środków wyrazu dla świata religijnego. Żyjemy w odpoetycznionym świecie, a to oznacza, że podwójnie głęboką czcią powinniśmy podchodzić do skarbów przekazanych przez tradycję, a nie łudzić się, że możemy zrobić to lepiej.

    s. 92

  9. Wstręt może np. dotyczyć rzeczy wyraźnie nieestetycznych, jak brud, ropiejące rany itp. Odraza do takich rzeczy jest czymś w pełni uzasadnionym. Byłoby oznaką braku wrażliwości czy wręcz prymitywizmu, gdybyśmy byli na nie zupełnie obojętni. Odraza ta nie może jednak iść tak daleko, by stawiać szranki naszej miłości bliźniego. Jeśli drugi człowiek jest w potrzebie, to nie tylko nie może ona ograniczać naszej gotowości pomocy, ale powinna tak ustąpić na dalszy plan, by np. chory wymagający naszej pomocy nie odczuwał, że się brzydzimy.

    s. 191

  10. Przede wszystkim zaś musimy się modlić, by ludzkość ponownie wróciła się ku prawdziwym wartościom. Będzie to jednakże możliwe tylko wtedy, gdy winnica Pana ponownie rozkwitnie. I dlatego trzeba usilnie prosić Boga, by hierarchię ogarnął duch św. Piusa X, by wielkie słowa „anathema sit” ponownie zabrzmiały wobec wszystkich heretyków i członków piątej kolumny w Kościele.

    s. 71

  11. Musimy być świadomi, że nasze czasy podobne są do epoki arianizmu i że zawsze musimy z dużą ostrożnością zwracać uwagę, by niepostrzeżenie nie ulec zatruciu. Nie wolno nam lekceważyć siły idei kształtujących atmosferę naszych czasów, groźby zarażenia klimatem duchowym, w którym żyjemy na co dzień, oraz niebezpieczeństwa znieczulicy. Bywa, że na początku dostrzega się w pewnym miejscu zniszczenie winnicy i reaguje prawidłowo. Ale kropla drąży skałę nie siłą, lecz ciągłym kapaniem: po pewnym czasie człowiek się przyzwyczaja. (...) Obojętniejemy wskutek przyzwyczajenia, ale i przez to, że spustoszenie się rozszerza i to, co przyszło wcześniej, w świetle postępujących wydaje się zmian niegroźne.

    s. 282

  12. Jeżeli postawą, której oczekuje od nas Bóg w obliczu spustoszenia Jego winnicy, będzie, po pierwsze, szczególny wzrost wiary, nadziei i miłości, po drugi wzmożona czujność, by nie ulec zarażeniu, a po trzecie, bezlitosna walka z owym spustoszeniem, to, po czwarte, reakcją tą będzie także świadomość, iż absolutna prawda depositum catholicae fidei pozostanie nienaruszona mimo całej paplaniny teologów. Świat, o którym mówi msza trydencka, który promieniuje z chorału gregoriańskiego, jest obiektywnie światem prawdziwym, uszczęśliwiającym, który oczekuje nas w wieczności. Niepojęta świętość i piękno człowieczeństwa Jezusa istnieją realnie, mimo wszelkich prób desakralizacji i sekularyzacji.

    s. 286