Dietrich von Hildebrand

Cytaty

  1. Zdarza się aż nazbyt często, że coś, co uważaliśmy za największe nieszczęście, okazuje się później szczęściem. Zabiegamy ze wszystkich sił o jakieś dobro i molestujemy Boga, aby go nam udzielił, a później dziękujemy Bogu za to, żeśmy go nie otrzymali. Człowiek prawdziwie ufny w Bogu wie, że Bóg, którego miłosierne spojrzenie jest zawsze ku nam zwrócone, nigdy nie pozostawia naszej modlitwy nie zauważonej, ale że tylko On jeden wie, co nam może wyjść na dobre i że dlatego Jego odpowiedź jest zawsze odpowiedzią wszechwiedzącej miłości.

    s. 152

  2. Żadne dobro stworzone nie może tak zawładnąć naszym sercem, aby to w jakikolwiek sposób ograniczało nasze całkowite oddanie się Chrystusowi, abyśmy byli skłonni powiedzieć: Oddam chętnie wszystko inne, byle tylko nie to. Otóż właśnie wszystko musi ustąpić przed Chrystusowym wezwaniem pójdź za mną; musimy pójść za tym wezwaniem porzucając wszystko. Nic nie może ograniczać naszego oddania się Bogu albo wiązać go z jakimkolwiek warunkami.

    s. 72

  3. Jedną z najbardziej przerażających chorób, które dziś szerzą się w Kościele, jest letarg strażników wiary. Nie mam tu na myśli owych biskupów - członków piątej kolumny, którzy niszczą Kościół od środka lub chcą go przekształcić w coś całkiem innego, co równa się zniszczeniu prawdziwego Kościoła. Mam na myśli o wiele liczniejszych biskupów, którzy nie mają takich intencji, a jednak - gdy idzie o interwencje przeciwko heretyckim teologom i księżom lub przeciwko bluźnierczemu deformowaniu kultur - nie czynią żadnego użytku ze swego autorytetu. Albo zamykają oczy i próbują ignorować ciężkie niedomagania oraz obowiązek podejmowania interwencji, prowadząc strusią politykę. Albo też boją się, iż zaatakuje ich prasa oraz środki masowego przekazu i okrzyczy mianem ludzi reakcyjnych, małodusznych, średniowiecznych. Boją się bardziej ludzi niż Boga. Do nich odnoszą się słowa św. Jana Bosko: Potęga ludzi złych żywi się tchórzostwem dobrych.

    s. 13

  4. Oczywiście, jest nam dzisiaj o wiele trudniej. Nie roztacza się wokół nas, jak w czasach przedsoborowych, blask, Kościoła świętego. Kiedy dawniej przychodziliśmy do kościoła na sumę, czuliśmy nieopisane tchnienie świętej Prawdy, jakże byliśmy wspierani, umacniani w naszej wierze, jakże byliśmy włączeni w świat Chrystusa. Dziś nasza wiara musi bez tego wsparcia, bez tej pomocy, sama przebić się przez to, co wpływa z innego świata, ku niesłychanym wydarzeniom, ku misterium bezkrwawej odnowy Ofiary Krzyża i miłosnemu zjednoczeniu naszej duszy z Jezusem w Komunii Świętej.

    s. 281

  5. Nie możemy się uchylać od kontaktów z płytkimi ludźmi czy banalnym środowiskiem, jeśli zmusza nas do nich apostolskie zadanie lub obowiązek miłości bliźniego. Nie możemy się też jednak w takiej atmosferze „zagnieżdżać” czy choćby szukać w niej wytchnienia, lecz powinniśmy się w niej czuć jak człowiek obcy i – zamykając niejako wszystkie pory swojej duszy – nie pozwalać jej niepostrzeżenie w siebie przenikać, lecz przeżywać ją stale jako ofiarę.

    s. 185

  6. Pozostawienie heretyka na łonie Kościoła jest zaś złem większym, aniżeli gdyby Kościół utracił jednego wyznawcę. Lepiej będzie, jeżeli opuści Kościół lub będzie z niego wykluczony przez anatemę czy ekskomunikę. Będzie tak lepiej z punktu widzenia Kościoła i ogółu wiernych, ale także i dla duszy heretyka, gdyż lepiej uświadomi on sobie swe odstępstwo od prawdziwej wiary i będzie mógł się przez to obudzić.

  7. Św. Paweł mówi: Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi (Kol. 3, 2). Jest rzeczą aż nadto zrozumiałą, iż wskutek przeniesienia punktu ciężkości na postęp ziemski - łagodzenie zmartwień i cierpień doczesnych, przezwyciężanie ubóstwa i wojen - także lęk przed Bogiem schodzi na plan dalszy. Jak pomniejsza się wagę wszystkiego, co nadprzyrodzone, by nie przeszkadzało w koncentracji na sprawach tego świata oraz na radosnym, optymistycznym rozwijaniu sił naturalnych na rzecz ziemskiego postępu, tak też usiłuje się w miarę możliwości wyeliminować Krzyż. Ba, w kazaniach, katechizmach, listach pasterskich unika się także wspominania o piekle i świętej trwodze.

    s. 260

  8. Najpierw odwracamy się od wszystkiego, co grzeszne, przeciwne Bogu. Ponadto eliminujemy też wszystko, co wprawdzie nie jest jeszcze grzeszne, ale albo jakościowo nie przystaje do świata Chrystusowego, albo też odwraca naszą uwagę od Boga. Niektóre rzeczy, jak np. pewne ilustrowane czasopisma, modne plaże, kabarety, operetki, wiele kin itp., tchną „światową” atmosferą – co nie znaczy, aby nasze zainteresowanie nimi już samo w sobie było lub musiało być grzeszne. Kiedy je wszakże konfrontujemy z Chrystusem, odczuwamy ich jakościową niezgodność z Jego światem. Swym przeważnie aroganckim, frywolnym czy trywialnym tonem wnoszą one wyraźny dysonans w ów święty świat Chrystusa i przez swoją atmosferę próbują nas wciągnąć w postawę lekkomyślności i nonszalancji i rozluźnić zapory, jakie wznieśliśmy przeciwko grzechowi.

    s. 74

  9. Starym błędem jest twierdzenie, iż Kościołowi nie wolno wtrącać się do polityki - ponieważ nie jest to jego domena. Oczywiście, nie jest to jego bezpośrednim zadaniem, a i wpływ zależy od wielu czynników. Nie zmienia to jednak faktu, że wobec kwestii światopoglądowych w polityce, musi on zająć wyraźne stanowisko. (...) Nie powinno się upolityczniać Kościoła, ale - chrystianizować politykę.

    s. 167

  10. Nie siłą odkupił Bóg ludzi, lecz przez śmierć krzyżową swego Syna. Chrystus nie rozkazał, abyśmy szerzyli Jego prawdę ogniem i mieczem, lecz abyśmy ją głosili jako więźniowie Jego miłości. Etosem, którym mamy zwyciężyć świat, jest pokorna i łagodna miłość.

    s. 289

  11. Wielu teologów, duszpasterzy, a nawet misjonarzy reprezentuje pogląd, jakoby nawrócenie pojedynczego człowieka na katolicyzm nie było ich prawdziwym zadaniem, jest nim natomiast połączenie się z Kościołem katolickim jakieś religijnej wspólnoty jako całości, przy czym nie musi ona zmieniać swej wiary. Jest to jakoby celem prawdziwego ekumenizmu. Pojedynczemu protestantowi, muzułmaninowi lub hindusowi, który chciałby dokonać konwersji w prawdziwym sensie tego słowa, należy ponoć powiedzieć: stań się lepszym protestantem, lepszym muzułmaninem, lepszym hindusem. Czy ci teologowie, księża i misjonarze nigdy nie czytali Ewangelii? A może zapomnieli, iż Chrystus przez Wniebowstąpieniem powiedział: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony.

    s. 117

  12. Prawdziwy chrześcijanin powinien być jednak zupełnie wolny od tej żałosnej zależności od „świata”. Zrozumiał on przecież, że ma być dla świata zgorszeniem, i winien przyjmować z radością to, że „świat” uważa go za szalonego, śmiesznego i ograniczonego. Czyż Chrystus nie powiedział: „Gdybyście byli ze świata, świat by was miłował jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi (J 15, 19)?

    s. 196