Dawid milczał przez chwilę. – A mogę do ciebie zadzwonić? – wyrzucił z siebie w końcu. – Na przykład jutro? –… — Aprilynne Pike
Dawid milczał przez chwilę.
– A mogę do ciebie zadzwonić? – wyrzucił z siebie w końcu. – Na przykład jutro?
– Pewnie. – Uśmiechnęła się. – Muszę już iść. Nie chcę, żeby mama się denerwowała.
– Oczywiście – powiedział, ale nie ruszył się z przejścia.
– Tu są drzwi, prawda? – zapytała najuprzejmiej, jak potrafiła.
– Tak. Tylko... Nie zadzwonię bez numeru.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Laurel podniosła wzrok i spojrzała prosto w intensywnie zielone oczy, oczy o kolorze tak żywym, że aż nierealnym. Leżała na ziemi, a nad nią pochylała się twarz młodego mężczyzny, który chwilę później wyciągnął rękę.
Oparła gitarę o drzewo i zaczęła rozplątywać supeł szala, którym sobie obwiązała nadgarstek. Wolała ukryć płatki, zanim zobaczą je rodzice. Jednak długi szal nie chciał się rozplątać; Laurel usłyszała po chwili kolejny szelest, głośniejszy niż pierwszy. Szybko spojrzała w miejsce, z którego dochodził: z tyłu, po lewej stronie.
Tak jak powiedział Dawid, szczerość Chelsea była rozbrajająca i zabawna. Cokolwiek przyszło dziewczynie do głowy, od razu przeradzało się w słowa. Pojawiły się pewne niezręczne momenty, na przykład kiedy Chelsea zakpiła z tego, że Laurel uczyła się tyle lat w domu, albo gdy zauważyła, że dżinsowe spodenki i top mają tyle wspólnego ze szkolnym ubiorem co strój kąpielowy. Ale powiedziała też Dawidowi, że powinien używać żelu do włosów, i poinformowała chłopaka o imieniu Maks, że jeśli nie będzie pożyczać od niej notatek z angielskiego, to zawali semestr, więc Laurel nie czuła, że Chelsea uwzięła się właśnie na nią.

