Mario Vargas Llosa
Cytaty
Pogardzam nacjonalizmem, bo wydaje mi się jedną z ludzkich aberracji, które przyczyniały się do wielkich rozlewów krwi, i także wiem, że patriotyzm, jak napisał doktor Johnson, może być „ostatnim schronieniem dla kanalii”.
Tak zwane ssanie smoczka. Smoczki to pocałunki w usta.
W zróżnicowanym społeczeństwie peruwiańskim, podobnie jak we wszystkich społeczeństwach składających się z wielu ras i ogromnych nierówności, określenie b i a ł y i m i e s z a n i e c znaczą więcej niż r a s a i e t n i a, bo opisują osobę pod względem społecznym i ekonomicznym, a te czynniki najczęściej decydują o zaszeregowaniu człowieka. A klasyfikacja jest elastyczna i zmienna, zależnie od okoliczności i zróżnicowania poszczególnych losów. (…). A całe to nieuprawnione definiowanie, które w dużym stopniu decyduje o indywidualnych ludzkich losach, utrzymuje się dzięki nienormalnej strukturze przesądów i emocji – takich jak lekceważenie, pogarda, zazdrość, urazy, podziw, chęć rywalizacji – które bez względu na ideologię, wartości, ich dewaluację często pozostają głównym wytłumaczeniem konfliktów i frustracji mieszkańców Peru. Poważnym błędem jest mówić o przesądach rasowych i społecznych funkcjonujących tylko z góry na dół. Analogicznie bowiem do pogardy, z jaką biały traktuje Metysa, Indianina czy Murzyna, taką samą Metys żywi do białego, Indianina i Murzyna, a każdy z tej trójki – do wszystkich innych, okazując im swoją niechęć, napastliwość czy gniew ukryty pod osłoną rywalizacji politycznej, ideologicznej, zawodowej, kulturalnej i osobistej zgodnie z procesem, którego nawet nie można nazwać udawaniem, bo rzadko występuje jawnie i z otwartą przyłbicą. W większości przypadków jest nieuświadomiony, bierze początek z własnego j a skrywanego i ślepego wobec rozumu.
Zdrowy rozsądek, rozum – to egzotyczne kwiaty w peruwiańskim życiu politycznym.
Polityk wchodzi na estradę po to, żeby uwodzić, uspokajać, ukołysać. Muzyka jego wystąpienia ma większe znaczenie niż idee, gesty są ważniejsze od poglądów. Forma kształtuje i niszczy treść słów. Dobry orator może niczego sensownego nie powiedzieć, ale musi wypaść dobrze. Ważne jest, żeby przemówienie zabrzmiało efektownie i zabłysło. Logika, racjonalny porządek, zborność, krytyczna świadomość tego, co się mówi, przeszkadzają w osiągnięciu efektu, który można uzyskać przede wszystkim za pomocą obrazów oraz impresjonistycznych metafor, obliczonych na efekt figur retorycznych i pewnej bezczelności. (…) Jego porozumienie z publicznością zależy bardziej od sfery instynktu, emocji, uczuć niż inteligencji.
Nic nie wywołuje u ludzi takiej obsesji (ani tak ich nie ekscytuje) jak religia.
Zdziwiło mnie odkrycie, jak łatwo manipulować nastrojem tłumu, jak prosta jest jego elementarna psychologia, jak szybko przechodzi od śmiechu do gniewu, wzrusza się, rozpala, wylewa łzy, reaguje jednocześnie z mówcą. I jak trudno jest dotrzeć do rozumu ludzi uczestniczących w wiecu, zanim nie zapanuje się nad ich uczuciami. Gdy język polityka składa się z samych komunałów, jest bardziej skuteczny niż wtedy, gdy dawny obyczaj przekształca go w efektowną sztukę.
Realna polityka, nie ta, o której się czyta i pisze, myśli i snuje wyobrażenia – jedyna, jaką znałem – ale ta, którą się uprawia w codziennej praktyce, ma niewiele wspólnego z ideami, wartościami i wyobraźnią, z przedstawianymi idealistycznie w telewizji wizjami – wzorowego społeczeństwa, które pragnęliśmy budować, z surowym, szlachetnym, solidarnym duchem nacechowanym ideowością. Rzeczywista polityka polega prawie wyłącznie na manewrach, intrygach, konspirowaniu, na układach, paranojach, zdradach, wyrachowaniu, cynizmie i wszelkiego rodzaju żonglerce. Zawodowego polityka, bez względu na to, czy pochodzi z centrum, z lewicy czy z prawicy, naprawdę bowiem mobilizuje, ekscytuje i utrzymuje w aktywności realna w ł a d z a: dojść do niej, utrzymać ją, jeszcze raz zdobyć, i to jak najszybciej. Naturalnie istnieją wyjątki, ale te są tylko wyjątkami. Wielu polityków rozpoczyna swą działalność z pobudek altruistycznych – chcą zmienić społeczeństwo, osiągnąć sprawiedliwość, pobudzić rozwój, wprowadzić zasady moralności do życia publicznego – ale w pospolitej i trywialnej praktyce, jaką jest codzienne uprawianie polityki, piękne cele znikają, zamieniają się w zwyczajne frazesy wypowiadane w przemówieniach i deklaracjach – przez tę publiczną p e r s o n ę, jaką zostaje polityk osiągający niemal kompletne zobojętnienie, i w końcu to, co opanowuje go bez reszty, jest tylko żarłocznym i niepohamowanym apetytem na władzę. Ten, kto nie jest w stanie odczuwać obsesyjnej atrakcyjności i niemal fizycznej żądzy władzy, z trudem potrafi zostać skutecznym politykiem sukcesu. Taki był mój przypadek. Władza wzbudzała we mnie nieufność.
Sukces reportera polega na tym, żeby umiał znaleźć lid.
Skoro tyle rzeczy już zostało utraconych albo szło w złym kierunku, te dobre, które jeszcze pozostają, powinny być otoczone ochroną jak drogocenne przedmioty. Na przykład demokracja. Nie można pozwolić, żeby została zniszczona jeszcze raz w naszej historii. Nie wolno dawać pretekstów tym, którzy chcą z nią skończyć.
Zaprzyjaźniliśmy się z Genarem, który mimo że był głównym szefem, zwracał się do wszystkich w sposób bezpośredni oraz interesował się pracą każdego z nas, nawet najmniej ważnego pracownika.
Panowało głębokie rozczarowanie receptą etatystyczną.

