Lilian Jackson Braun
Cytaty
Znasz wszystkie sztuczki naszego rzemiosła. Nasza redaktor kulinarna nie umiałaby ugotować jajka, ale redaguje najlepszy dział w tym kraju.
Kelnerka podała im kawę. Napój był równie czarny jak okopcona politura ukryta pod warstwą nowej tapety. Riker badał zawartość swojej filiżanki z taką uwagą, jakby to w niej tkwiły ukryte przyczyny dziwnego zachowania Qwillerana.
Garncarstwo nie jest dalekie od pieczenia (...). Odciskanie gliny jest jak wyrabianie ciasta. Nakładanie polewy jest jak jego lukrowanie.
– Nigdy wcześniej nie byłem na aukcji – zwierzył się jej Qwilleran, licząc na wzajemność. – Jako żółtodziób będę pani wdzięczny za wszystkie cenne rady.
Dobry Bóg stworzył sąsiadkę Qwillerana z nadzwyczajnym wyczuciem proporcji i miary: okrągłe źrenice błyszczały w okrągłych oczach osadzonych na okrągłej twarzy. W odpowiedzi na zaczepkę posłała mu półokrągły uśmiech.
– Na początek dobra rada: niech panu nie przyjdzie do głowy drapać się za uchem, bo niechcący kupi pan lustro.
To mówiąc, wskazała palcem na wąskie lustro w zdobionej ramie, wysokie na dobre cztery metry.
Qwilleran nadal wpatrywał się w kartkę zielonego papieru. Poprawiał na nosie nowe okulary do czytania, jakby nie mogąc uwierzyć, że nie kłamią.
Panna Duckworth weszła – czy też raczej wpłynęła – do pokoju, chłodna, spokojna i krucha jak chińska porcelana.
Lubię koty. Nie można nimi rządzić.
(…) ludzie nade wszystko pragną kiczu. Jak coś jest ohydne, źle wykonane i zużyte, sprzedaje się jak ciepłe bułeczki. Dziwne, ale tak jest.
Każde z jego pasażerów na tylnym siedzeniu zachowywało się inaczej. Kotka przenikliwie miauczała za każdym razem, gdy samochód skręcał, był na wirażu, pokonywał most czy wiadukt, mijał ciężarówkę lub gdy szybkość przekraczała osiemdziesiąt kilometrów na godzinę. Koko karcił wówczas swoją sąsiadkę, gryząc ją
w tylną nogę, na skutek czego do ogólnej wrzawy dochodziły jeszcze piski i syki. Qwilleran prowadził auto, zaciskając zęby i cierpliwie znosząc pełne wyrzutu spojrzenia wyprzedzających go kierowców, wściekłe dźwięki klaksonów i próby najechania na tył jego auta.
– Masz towarzystwo? Wydawało mi się, że mówiłeś do kogoś.
– To do kotów. Kiedy się mieszka samemu, chce się czasem usłyszeć swój własny głos, a one są dobrymi słuchaczami.
Jest wyśmienitym kucharzem. Wiesz, ten typ, co to ostrzy swoje francuskie noże każdego wieczoru i z pamięci przyrządza sos z trzydziestu siedmiu składników, no i uprawia własną pietruszkę. Mówią, że potrafi po smaku odróżnić lewe skrzydełko kurczaka od prawego.
Syjamski kot Qwillerana był sławny w klubie prasowym. Portret Koko wisiał w hallu obok podobizn laureatów Nagrody Pulitzera. Był on też prawdopodobnie jedynym w historii dziennikarstwa kotem posiadającym legitymację klubu prasowego z podpisem samego komendanta policji. Wszyscy w klubie wiedzieli, że Qwilleranowi udało się, dzięki wrodzonej podejrzliwości i dociekliwemu umysłowi, wsadzić kilku przestępców za kratki. Uważali jednak, że prawdziwym autorem tych sukcesów musiał być niezwykle inteligentny i spostrzegawczy kot. Wyglądało na to, że Koko zawsze zjawia się we właściwym momencie, by coś istotnego wywęszyć czy wydrapać.





