– Gdzie masz tę kiełbasę? – spytał znienacka. (…) Z ponurą satysfakcją wskazałam bez słowa dziwne szczątki… — Joanna Chmielewska
– Gdzie masz tę kiełbasę? – spytał znienacka.
(…) Z ponurą satysfakcją wskazałam bez słowa dziwne szczątki, będące uprzednio dwoma kilogramami zwyczajnej.
Diabeł spojrzał i osłupiał.
– Na litość boską, coś ty z tym zrobiła? Pogryzłaś i wyplułaś?
– Aha. Właśnie. Gryzłam tak sobie ze zdenerwowania cały dzień. Wszystkie artykuły w domu będą tak wyglądały, jeżeli nie przestaniecie mnie z majorem denerwować.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
– A co, jest obiad? – zaciekawił się tak, że na chwilę zapomniał nawet o malarzu, na co zresztą liczyłam. – Właśnie, chciałem zapytać, co tak pachnie?
– Gęś – odparłam jadowicie. – Zidiocenie u mnie różnie się objawia. Ostatnio niechęcią do kolejek po mięso.
Miałam właśnie świeżo umyte włosy, zakręcone papiloty, na tych papilotach jakąś ścierkę, rozmazany i częściowo straty makijaż i doprawdy wybałuszanie na mnie oczu było całkowicie nieuzasadnione.
– I co jeszcze? – zdenerwował się z kolei Michał. – Teraz mam grzebać w śmieciach, a potem wykonywać ćwiczenia gimnastyczne z kiełbasą! I w ogóle co za kretyn przesyła zwyczajną kiełbasę w lecie?!
– Właśnie po to, żeby się szybko zaśmiardła – odparłam stanowczo.
(…) – Czekaj – powiedział niepewnie. – Podobno wariatom nie należy się sprzeciwiać, poszukam tej kiełbasy.
Po paru minutach, w czasie których warczałam do telefonistki „mówi się, mówi się”, wrócił do telefonu.
– No dobrze, znalazłem ją – oznajmił z wyraźnym obrzydzeniem. – Śmierdzi coraz więcej. Spróbuję namówić pryncypałową, żeby coś z nią zrobiła, może ją zaciekawi taki egzotyczny smakołyk.

