Franz Kafka
Cytaty
Człowiek jest przecież wcieleniem głupoty.
Czemu nie jestem na przykład szczęśliwą szafą w Twoim pokoju, szafą, która patrzy na Ciebie całą, kiedy siedzisz w fotelu czy przy biurku, albo gdy kładziesz się i śpisz.
Prawdą również jest, że rzeczywiście ani razu mnie nie uderzyłeś. Ale wrzask, Twoja czerwona twarz, pośpieszne odpinanie szelek i to, że wisiały gotowe na oparciu krzesła – było chyba dla mnie bardziej przykre. Jakby ktoś miał być powieszony. Gdyby go powieszono naprawdę, umarłby i na tym koniec. Jeżeli jednak najpierw musi przeżyć wszystkie przygotowania do egzekucji, a dopiero gdy mu stryczek zwisa przed twarzą, ma dowiedzieć się o ułaskawieniu, to może się przez całe życie z tego nie uleczyć. Poza tym z wielu takich przypadków, gdy według Twej jasno wyrażonej opinii zasłużyłem na lanie, z Twej łaski nie dostawałem go jednak jeszcze tym razem, zebrało się nowe wielkie poczucie winy. Ze wszech stron ciągle zaciągałem u Ciebie długi.
Miłością jest, że ty jesteś tym nożem, którym ja grzebię w sobie.
Na szczęście bywały również wyjątki, wtedy najczęściej, gdy cierpiałeś milcząc, a miłość i dobro pokonywały i obejmowały wszystko swoją siłą. Rzadko, co prawda, tak bywało, ale to było cudowne. Na przykład, gdy widywałem Cię niegdyś w sklepie, latem w skwarne popołudnie, zmęczonego i nieco sennego, z łokciami na ladzie; albo gdy w niedzielę wymęczony przyjeżdżałeś do nas na letnisko; albo gdy podczas ciężkiej choroby mamy dygocąc od płaczu uchwyciłeś się półki z książkami; albo podczas mojej ostatniej choroby cicho zaszedłeś do mnie do pokoju Ottli, zatrzymałeś się na progu, wetknąłeś tylko głowę, aby mnie zobaczyć w łóżku, i dla formy jedynie pozdrowiłeś ręką. W takich chwilach człowiek kładł się i płakał ze szczęścia, i płacze, kiedy to pisze.
Jestem zmęczony, nie wiem nic i chciałbym tylko złożyć mą twarz na Twoich kolanach, czuć Twoją rękę na mojej głowie i trwać tak przez całą wieczność.
Najukochańszy Ojcze, Niedawno spytałeś mnie, czemu twierdzę, że odczuwam przed Tobą lęk. Jak zwykle nie wiedziałem, co Ci odpowiedzieć, częściowo właśnie z lęku, który odczuwam wobec Ciebie, a częściowo dlatego, że na uzasadnienie owego lęku musiałbym przytoczyć zbyt wiele szczegółów, zanim bym go w połowie uargumentował. I jeżeli nawet próbuję obecnie odpowiedzieć Ci pisemnie, to i tak nie uczynię tego w pełni, ponieważ podczas pisania też paraliżuje mnie strach przed Tobą i jego konsekwencje, a moja pamięć nie ogarnia ogromu sprawy, która dalece przekracza zdolności mojego rozumu.
Pewnego razu w nocy bez ustanku marudziłem o trochę wody, zapewne nie z pragnienia, ale prawdopodobnie po to, aby Cię nieco poirytować, po części zaś, aby się zabawić. Gdy nie pomogły surowe napomnienia, zabrałeś mnie z łóżka, zaniosłeś na długi, drewniany balkon i na chwilę zostawiłeś samego, w koszuli, pod zamkniętymi drzwiami. Nie chcę powiedzieć, że to było niewłaściwe, może wtedy naprawdę nie można było w inny sposób uzyskać spokoju w nocy, chcę jednak przez to scharakteryzować Twoje metody wychowawcze i ich oddziaływanie na mnie. Potem byłem już chyba posłuszny, ale pozostał mi z tego wewnętrzny uraz. Nigdy nie potrafiłem doszukać się właściwego związku pomiędzy tym zrozumiałym dla mnie, bezsensownym proszeniem o wodę, a niezwykłą ohydą wyniesienia mnie na balkon. Jeszcze po latach cierpiałem z powodu dręczącego wyobrażenia, że ogromny mężczyzna, mój Ojciec, najwyższa instancja, mógł przyjść i prawie bez powodu wynieść mnie w nocy z łóżka na balkon, i że ja tak zupełnie nic nie znaczyłem dla niego.
Potrafisz tylko tak traktować dziecko, jak Ciebie traktowano: energicznie, hałaśliwie i porywczo, i w tym przypadku wydaje Ci się to nawet bardzo stosowne, ponieważ zamierzałeś wychować mnie na silnego, dziarskiego i odważnego młodzieńca.
W każdym bądź razie nie wolno mi opłakiwać faktu, że nie mogę znieść żadnej kochanki, że na miłości znam się prawie tak mało, jak na muzyce i muszę zadowalać się jak najbardziej powierzchownymi, przelotnymi wrażeniami.
Spałem, budziłem się, spałem, budziłem się, nędzne życie.
Często człowiek, jeśli patrzy uważnie, poznaje siebie już po twarzy lokaja u drzwi.





