Chcąc zostać mędrcem, ćwiczył się w znoszeniu głupców, którymi się otaczał. Nie był tak nieopatrzny, by… — Umberto Eco

Chcąc zostać mędrcem, ćwiczył się w znoszeniu głupców, którymi się otaczał. Nie był tak nieopatrzny, by zrzucać na nich winę za wszystkie swoje błędy, kiedy jednak gra szła o wysoką stawkę, dbał o to, by mieć przy sobie kogoś niezbyt rozgarniętego (komu próżność i ambicja każą zawsze pchać się do pierwszego szeregu, podczas gdy sam Ferrante trzymał się z tyłu), by jego to właśnie inni, nie Ferranta, obarczyli winą. Jednym słowem, robił wszystko, co mogło obrócić się na jego korzyść, ale starał się robić rękami innych to, co mogłoby ściągnąć nań czyjąś niechęć. Demonstrując swoje cnoty (które winniśmy raczej nazwać piekielną zręcznością), wiedział, że jeśli z jedną połową tychże będzie się obnosił, a drugiej pozwoli się domyślać, podnosi ich wartość w porównaniu do tej, jaką miałaby, gdyby odsłonił wszystko. Od czasu do czasu sprowadzał ostentację do wymownego milczenia, do niedbałego pokazu swoich przymiotów, pamiętając przy tym, by nigdy nie ujawniać wszystkiego za jednym razem. Publicznie dawał widome świadectwo swojej pobożności, lecz za godną uważał tylko wiarę zaniechaną, cnotę zdeptaną, samolubstwo, niewdzięczność, pogardę dla świętości; bluźnił przeciwko Bogu w sercu swoim i wierzył, że świat zrodził się z przypadku, ufając jednocześnie przeznaczeniu, które skłonne jest odmienić swój bieg na korzyść tych, co umieją nagiąć je na swoją korzyść.

Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0