Ludzie, którzy pozabijają swych kochanków, zrzucą winę na wiatr. — Janet Fitch
Ludzie, którzy pozabijają swych kochanków, zrzucą winę na wiatr.
s. 158Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Wszystkie moje matki. Jak goście na bajkowych chrzcinach, obsypały mnie swoimi darami, talentami. Teraz były moje. Hojność Olivii, jej znajomość mężczyzn. Czułość i wiara Claire. Gdyby nie Marvel, to czy kiedykolwiek zgłębiłabym tajemnice amerykańskiej rodziny? Gdyby nie Niki, to może wciąż byłabym u Reny, oklejając papierem w paski wózki inwalidzkie. A ty, Yvonne, mi hermosa, ty dałaś mi prawdziwą matkę, matkę z krwi, która nie była za kratkami, lecz gdzieś w środku. Rena skradła moją dumę, ale dała mi w zamian coś więcej, nauczyła mnie ratować, wyłuskiwać z gruzów to, co można naprawić i sprzedać od nowa.
Nosiłam je w sobie, wyrzeźbiona wszystkimi dłońmi, przez które przeszłam, niedbale lub z miłością, to nie miało znaczenia. Amelia Ramos, ta skunksica plamista, nauczyła mnie walczyć o siebie, tłuc w kraty, aż dostanę, czego chcę. Starr usiłowała mnie zabić, ale też kupiła mi pierwsze buty na wysokich obcasach, nakłoniła mnie do rozważenia możliwości istnienia Boga. Czy mogłam zrezygnować z którejkolwiek z nich?
s. 412
Prostytutka. Kurwa. A właściwie co ye słowa znaczą? To tylko słowa. Moja matka była by wściekłą, gdyby to usłyszała, ale taka jest prawda. Słowa powiewające transparentami osądu moralnego. Żona bierze pieniądze od męża i nikt nic nie mówi.
s. 128
Wolałabym jednak mieszkać sama na pustyni, jak dawny poszukiwacz złota. Potrzeba mi tylko małego źródełka. Po co skazywać się na taką samotność wśród ludzi? Jeśli ktoś jest sam, to przynajmniej ma rozsądny powód, żeby czuć się samotny.
s. 122

