Günter Grass
Cytaty
Ale Scherbaum nie ma cierpliwości. Tylko pomysły. Tylko pomysły… – (które chce zamrozić, aby któregoś dnia móc je odmrozić, domyśleć do końca i wprowadzić w czyn…).
Książki i podobne pułapki na myszy.
Absurdalne nieuchronności: rewolucje stwarza restaurację, która z kolei ma zostać usunięta przez rewolucję.
Mój dentysta nigdy nie mówi: Nie ma pan racji. Powiedział: – Być może ma pan rację.
Kupić i obserwować żółwia. Jak on to robi: jak żyje w osamotnieniu? Ile trzeba zaznać bólu, żeby wyrósł pancerz: już nie do zranienia?
Dbałość i opieka uspokajają narody.
Ale dowodzi to tylko relatywnej słuszności wymienionych uogólnień. Reklama konsumpcyjna i propaganda polityczna zadowalają się takimi przydatnymi półprawdami i wykorzystują je z powodzeniem, wychodząc naprzeciw potrzebie uogólnień.
Albo też strach. Nie sposób już, jak się wydaje, odczytać rozwoju. Nie ma wskazówki, która odmierza i oznajmia niewielki codzienny postęp. Bezruch i jałowy bieg tchną słynnym cmentarnym spokojem (…) Spokój przy rosnącej liczbie strat. Przysiadły ze strachu bezwład, który Scherbaum chciałby poruszyć swoim czynem: strach pobudza do czynu.
– Bo jest pan zazdrosny i sam by chciał, ale nie może. Bo z panem nic już się nie dzieje. Bo brak panu strachu. Bo jest obojętne, czy pan to zrobi, czy nie. Bo jest pan skończony. Bo ma pan już wszystko za sobą. Bo kazał pan sobie wyreperować zęby na później. Bo pan zawsze chce nabrać dystansu. Bo wymyśla pan sobie skutki, nim zacznie pan działać, żeby skutki odpowiadały pańskim kalkulacjom. Bo pan nie lubi siebie. Bo jest pan roztropny, a przy tym głupi. – Dobrze, Filipie. Zrób to. Zrób to za mnie. Ja już nie mogę, bo się wystrzelałem. Dawniej, jak miałem siedemnaście lat, to też mogłem. Byłem człowiekiem czynu. Wtedy była wojna… – Ciągle jest wojna.
Bądź co bądź to pociągające (…) móc znowu, choćby tylko teoretycznie, zaczynać od zera.
Bo nasz lud tego nie znosi: odrzuconych przegranych niewydarzonych. Siedzą oni wszędzie i czyhają na zemstę. Wymyślają sobie wrogów i historyjki, w których ci wymyśleni wrogowie rzeczywiście występują i zostają zlikwidowani. Myślą bardzo prosto, posiłkując się karabinem maszynowym. Obmyślają coraz to nowe sposoby uśmiercania wciąż tego samego przeciwnika. Zamalowują lusterko do golenia słowem „rewolucja”. W książkach zawsze wyczytują tylko siebie. I na okrągło zajadają zupy. I nie zapominają małego, zamierzchłego „nie”. I pielęgnują swoje mroczne chęci. I chcą pozbywać się usuwać wykańczać. I nie czując przytłumionego bólu zęba pospiesznie i łapczywie kartkują ilustrowane magazyny…
Kamień nazębny: skamieniała nienawiść.

