Ale tak już było, że gdy ktoś umierał na sali, wszyscy z nim choć trochę umierali, odkładając swoje własne… — Wiesław Myśliwski
Ale tak już było, że gdy ktoś umierał na sali, wszyscy z nim choć trochę umierali, odkładając swoje własne śmierci. Ktoś gdzieś w kącie zaczął szeptem różaniec odmawiać, ale w takiej ciszy słowa jak kamyki padały na salę.
Rozdział IV Ziemia · s. 190
Więcej z tej książki
Żyć mi się zawsze chciało, nie umierać. Żyć i żyć, aby dalej, aby więcej. Choćby i nie było po co. Zresztą czy to takie ważne, jest czy nie ma po co? Może to nawet wszystko jedno, a tylko człowiek lubi się na próżno dręczyć. Bo kto wie, czy żyć nie jest jedenastym przykazaniem, którego Bóg zapomniał obwieścić. Albo może ma w gwiazdach czy w innej księdze zapisane, że ma żyć i żyć. I powinno wystarczyć. Nie wszystko się musi wiedzieć. Koń nie wie i żyje. A pszczoła, na ten przykład, gdyby tak wiedziała, że to dla człowieka zbiera miód, to by nie zbierała. A cóż lepszego od konia, pszczoły człowiek?
O, zaprawdę ciężki to chleb całe życie pocieszać niepocieszonych, bezradnych, zbłąkanych. Ciężki i jakże gorzki. Trzeba być samemu jednym z nich, może nawet najbiedniejszym spośród biednych, zagubionym w niepewności tego i tamtego świata, a może i grzesznym jak oni, aby ta twoja pociecha nie była słowami, aby wspólna była wasza pociecha, jak wspólny jest wasz los. Zastanawiam się nieraz, czy w tych wszystkich nadziejach, co je w ludzkich sercach budziłem (…) sam dla siebie nie szukałem pocieszenia. Tylko że im dłużej człowiek innych pociesza tym go mniej znajduje dla siebie, tym gorzej zwątpieniem nasiąka.
Że szczęścia należy szukać w sobie a nie naokoło. Że nikt go człowiekowi nie da, jak sam sobie go nie da. Że szczęście jest nieraz bliziutko, może w tej ubogiej izbie, gdzie się całe życie żyje, a ludzie Bóg wie gdzie go szukają.

