# Cytat — Marian Pankowski, Z Auszwicu do Belsen. Przygody

> A miłość? Miłość przybrała formę romantycznej opery. Miałem główną rolę. Za każdym razem stawałem u stóp auszwickiej szubienicy, a zamiast ostatniego słowa skazańca, „słałem ostatnie spojrzenie” hen, hen tam, gdzie na balkonie białej willi stoi panna młoda z kielichem szampana. Pije, a raczej wargi umoczy i takie musujące podaje pewnemu panu po trzydziestce…I udaje, że nie widzi, jak tuż za górą fioletową wstępuję na schody, jak mi kat w mundurze pętle zakłada…znowu upije szampana i perlistym śmiechem swego męża obsypie. Ja się nie liczę. Odpisany na straty. I tu za każdym razem urywam scenę.

- Autor: [Marian Pankowski](https://www.zielonecytaty.pl/marian-pankowski.md)
- Książka: [Z Auszwicu do Belsen. Przygody](https://www.zielonecytaty.pl/marian-pankowski/z-auszwicu-do-belsen-przygody.md)
- Źródło: [Wikicytaty](https://pl.wikiquote.org/wiki/Marian_Pankowski#Z_Auszwicu_do_Belsen) ([CC BY-SA 4.0](https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0/))
- Strona cytatu: https://www.zielonecytaty.pl/marian-pankowski/z-auszwicu-do-belsen-przygody/a-milosc-milosc

## Więcej z tej książki

> Ciągle jeszcze stoimy. A kiedy chcemy ruszyć, nasze stopy na gwałt szukają ziemi solidnej. Bo my dwaj na śliskim progu, niby tutejsi, spod słonka i skowronka, ale chyba raczej stamtąd, z popiołu, co w snach naszych nie przestaje huczeć pustynią pełną imion.
>
> Teraz już dom. Otworem na wszystkie życzliwości świata dzisiejszego. Żona, córka i syn. Patrzą na mnie, na drugiego uratowańca z Wyspy Płomieni. Patrzą na siwą ilustrację, w sam raz do reportaży o harcie ducha i walce, o cierpieniu i poświęceniu. „Ten tu profesor i mój ojciec tamto przeżywali” – pomyśli córka.
>
> My z Szymkiem widzimy, jak żywi na nas patrzą. Słyszymy, że to przez nich cisza nastała. I wiemy, jak im teraz strasznie głupio, bo nie potrafią nas definitywnie umiejscowić.
>
> Na szczęście dorodna córka pomału się podnosi, pomału, i biodrem oprze o ramię ojcowe. A dłonią delikatnie kark obejmie. Garstka sekund, nie dłużej, tej urody pogody kojącej kobiecości, bo Szymek, jak przebudzony, od stołu się dźwiga, siny, cuchnący trupią fosą, i goły. Rękę nie dopaloną nad stół wyciąga, bo chce nią zgarnąć łososiową różę z białego talerza.
>
> Ja też nie od macochy. Wstaję, golas nieodwszony, ręce na nie obrzezanej kuśce katolickiej skrzyżuję, a tu po wino musujące chciałbym sięgnąć…ale jak tu równocześnie zasłonić dziurkę po kuli w potylicy?
>
> A żywi strasznie udają, że nic nie widzą, że nic się nie stało, że my dalej sobie siedzimy i do żarcia ostro się zabieramy. Niemniej cisza zapadła. To już nie przysłowiowa okazja dla anioła, żeby się popisał swym przelotem nad nami, to… przepaść w ich ziemskim czasie, wywołana naszą golizną, naszym odorem spalenizny, czego nie potrafią odziać żadną metaforą.
>
> Od stołu się zerwą, udając że wierzą, że my chcemy jestku i pitku z ich rzeczywistości; więc dalej talerze pod nos nam podsuwać…ale na odległość, żeby granicy nie przekroczyć, za która aleja wprost na krematoria, nad którymi w szarpiach wisi niebo monoteistyczne.

[Strona cytatu](https://www.zielonecytaty.pl/marian-pankowski/z-auszwicu-do-belsen-przygody/ciagle-jeszcze-stoimy.md)

> Rozwałka brzmi zdrobniale, rzekłbyś jeden z etapów pracy piekarza, nazwany familiarnie. A tu chodzi o rozstrzeliwanie. „Janek poszedł na rozwałkę”. Słowa dochodzą z sąsiedniej koi. Jeden głos jakby smętny, pszczoła uwięziona za firanką, drugi silący się na dowcip, raz po raz wpada w refrenem do relacji kolegi. I tak przez KOMIN…i tak przed KOMIN! Janek poszedł na rozwałkę, jakby poszedł na ryby, na grzyby, na maliny-dziewczyny… A do tego czasownik wyraża gest samodzielny, samowolny, wbrew oczywistości!

[Strona cytatu](https://www.zielonecytaty.pl/marian-pankowski/z-auszwicu-do-belsen-przygody/rozwalka-brzmi-zdrobniale.md)

> – Tam… w Auszwicu… nie czułeś się nieszczęśliwy?
>
> – Może i odczuwałem ten stan, może i byłem rzeczywiście nieszczęśliwy, ale o tym nie wiedziałem. Chyba dlatego, że pozbyłem się własnego czasu…Czy czegoś pragnąłem? Czy istniała jakaś hierarchia pragnień? Ich zakres w czasie? W każdym razie obca mi była myśl utopijna. Może dlatego, że musiałbym przekroczyć granicę czasu auszwickiego? Czując instynktownie tę linię demarkacyjną, odwracałem się od niej i skupiałem uwagę na mej codzienności.

[Strona cytatu](https://www.zielonecytaty.pl/marian-pankowski/z-auszwicu-do-belsen-przygody/tam-w-auszwicu.md)
