# Cytat — Krzysztof Niewrzęda, Second life

> I byt przy bycie zniknęły razem za horyzontem zdarzeń. Bo, przenikając przez półprzepuszczalną błonę, rychło się przedostały na drugą stronę. Powrót z takiej wycieczki uniemożliwiała im całkowicie prędkość ucieczki – zawsze zbyt mała, by jakakolwiek treść się stamtąd wydostała. Gdyż nawet światło z tego obszaru nie może się wydobyć mimo swego żaru. Ale ponieważ moment przejścia przez horyzont zdarzeń nie był nigdy odczuwalny, wszystko rozegrało się niczym w sferze marzeń. Wybór jednak – na podobieństwo czynu – stał się w pełni realny, mimo iż, z drugiej strony, prowadził wyłącznie w czas urojony i w czasie rzeczywistym był wyłącznie wspomnieniem mglistym. Jego historia cała nieodwołalnie w osobliwości się sfinalizowała. Na trwałe bowiem zagościł, w tym punkcie czasoprzestrzeni, w którym krzywizna jest nieskończona. I nic już tego nie mogło zmienić. Żadnych nie mogło wyzwolić dokonań. Lecz w czasie urojonym, z powodu implikacji, wciąż był powodem kontynuacji. Wpadł zatem w wir informacji, tkwiących za półprzepuszczalną błoną, która dla nich była ochroną. Ze względu na to, iż nie pozwalała, by jakakolwiek wieść się przedostała do tego świata, w którym mogłaby ją spotkać dezaprobata.Informacje pozostawały więc wciąż za ową błoną i tworzyły tam substancję złożoną, która wszechświaty niemowlęce generowała. A choć każdy z nich jawił się jako cząstka mała, zawierał tyle treści, ile mogłoby się w ogromie jedynie zmieścić. Każdy z nich też treścią emanował. Natomiast treści przybierać zaczęły kształt opowieści.

- Autor: [Krzysztof Niewrzęda](https://www.zielonecytaty.pl/krzysztof-niewrzeda.md)
- Książka: [Second life](https://www.zielonecytaty.pl/krzysztof-niewrzeda/second-life.md)
- Strona: 33
- Źródło: [Wikicytaty](https://pl.wikiquote.org/wiki/Krzysztof_Niewrz%C4%99da#Second_life) ([CC BY-SA 4.0](https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0/))
- Strona cytatu: https://www.zielonecytaty.pl/krzysztof-niewrzeda/second-life/i-byt-przy

## Więcej z tej książki

> Zdania się krystalizowały, przemierzając śniegu zwały, żeby dotrzeć w niedostępne rejony i nazwać to, co nienazwane było do tej pory. Niepewne swojego znaczenia utykały wszakże, na granicy urojenia i starały się przyjąć formy odpowiednie. Nie takie jednak, by się nimi napawać w swym sednie. Tylko takie, które były podporządkowane ich celowi bezwiednie i stanowiły środek wyrazu migotliwej treści przekazu. Same dla siebie zatem zdania były właściwie nie do rozpoznania. Za każdym razem inaczej się interpretowały i w zależności od sąsiedztwa swój sens zmieniały, odkrywając przy tym utajone powinowactwa, opisywały je jak bogactwa. I zagłębiały się w tej obfitości, odbiegając całkiem od rzeczywistości. Szadzią się pokrywały. W zaspach grzęzły. Na polach firnowych ślizgały. I w końcu z zimna zdrętwiały. Stopniowały już tylko ziąb jedynie, nawarstwiając zamiecie i kurniawy na zmarzlinie. Bo pod oblekającym je szronem, stawały się coraz bardziej usztywnione. Nawet te, które dopiero zaczęły się wyłaniać. Wszystkie więc popękały z powodu drgania, w jakie je wicher wprowadzał. I wnet zanikła meritum władza. Zdania nie miały już bowiem zdolności przekonywania, gdyż niczym sople się połamały, uderzając o grunt stwardniały i utraciły idee, które je spajały.

s. 28 — [Strona cytatu](https://www.zielonecytaty.pl/krzysztof-niewrzeda/second-life/zdania-sie-krystalizowaly.md)

> Klatka piersiowa starej kamienicy rytmicznie rzęziła, chybocząc skrzelami okiennic. Matowe światło spływało z nabrzmiałego pęcherza żarówki na oślizgłe żebra poręczy i spierzchnięte ściany. W cuchnącym oddechu szeleściły płatki łuszczącej się farby. Drżały mięśnie schodów. Raz za razem mlaskał lepki nabłonek krwistej podłogi. Zza pękniętych drzwi dochodził skwar i śmiechy. Stargane grzmiały bebechy. W ich wnętrzu pisarze się bawili. Gadali, palili i wódkę pili.

s. 37 — [Strona cytatu](https://www.zielonecytaty.pl/krzysztof-niewrzeda/second-life/klatka-piersiowa-starej.md)

> Zegar chodził, lecz potykając się co sekundę, rozsiewał zwątpienie. Bo co sekundę przystawał jakby. Na chwilę. Niewielką. Prawie niezauważalną. Wystarczająco jednak długą, by uznać, że stanął na zawsze; że nigdy już nie poruszy choćby jedną ze swoich wskazówek. Każda z takich chwil budziła więc niepokój. Groziła bowiem utrudnioną orientacją w czasie. Lub wręcz utratą tej orientacji. Niczym w stanie odurzenia, kiedy to wnioski wysnuwane z przesłanek podporządkowane są omamom. Kiedy radości mylą się z zachwytami, a smutki z tragediami. Kiedy faktyczne intencje zanikają we wszechogarniającym przejaskrawieniu. Straszyła dezorientacją i niespójnością. A także nadmierną kondensacją treści – mnożeniem się jej utajonych elementów wynikającym z tego, iż jakikolwiek detal w każdym momencie mógł zostać zaakcentowany w dowolny sposób. Zatrważała koniecznością przekładania każdego przedmiotu, działania lub pojęcia i każdej postaci na idee i znaczenia. W jednej z takich chwil gwałtowny powiew myśli porwał materię, która pomknęła przez przestrzeń, nie pozostawiając po sobie najmniejszego śladu.

s. 6 — [Strona cytatu](https://www.zielonecytaty.pl/krzysztof-niewrzeda/second-life/zegar-chodzil-lecz.md)
